Nie wstydźcie się odmawiać Różańca sami, kiedy idziecie do szkoły, na uczelnie, czy do pracy, na ulicy i w środkach komunikacji publicznej... nie wahajcie się  promować go w domu waszym rodzicom i rodzeństwu.

Jan Paweł II

(XVIII Światowy Dzień Młodzież 2003r.)

Dla najmłodszych

Posłuchaj piosenek SzAR

You must have Flash Player installed in order to see this player.

Licznik odwiedzin

Odwiedziny [+/-]
Dzisiaj:
Wczoraj:
Przedwczoraj:
121
170
190

-20

Wszystkie odwiedziny
od 7 października 2009 290 253
Nowy Tydzień PDF Drukuj Email

"NOWY TYDZIEŃ"




Zapraszam do nowych  przemyśleń?

Widzenia i dusze w Czyśćcu

 

 

Ojciec Pio zaczął otrzymywać objawienia, kiedy był jeszcze dzieckiem. Mały Franciszek nie wspominał o nich nikomu, ponieważ myślał, że objawienia otrzymują wszyscy ludzie. Objawiali mu się Aniołowie, Święci, Jezus, Najświętsza Panna, ale czasami także Szatan. Pod koniec grudnia 1902 roku, podczas medytacji nad swoim powołaniem, Franciszek miał wizję. Oto opis, jaki przedstawił kilka lat później swojemu spowiednikowi: „Franciszek ujrzał u swojego boku dostojnego, niezwykle przystojnego człowieka, który lśnił jak słońce. Człowiek ten wziął go za rękę i rzekł do niego: „Pójdź ze mną i walcz jak dobry żołnierz”. Został on następnie doprowadzony do rozległej krainy gdzie znajdowały się tłumy mężczyzn podzielonych na dwie grupy – w jednej grupie byli mężczyźni o pięknych twarzach, ubrani w śnieżnobiałe suknie. Po drugiej stronie znajdowali się mężczyźni o obrzydliwych twarzach i ubrani w czarne suknie. Wyglądali oni jak cienie. Franciszek stał pomiędzy dwoma grupami i zauważył, że zbliża się do niego wysoki mężczyzna o niezwykle brzydkiej twarzy. Był on tak wysoki, że jego czoło dotykało chmur. Lśniąca postać zagrzewała Franciszka do walki z tym potwornym mężczyzną. Franciszek modlił się o uniknięcie wściekłości strasznej postaci, ale lśniący mężczyzna nie znikał. Mówił: „Twój upór na nic się nie zda. Powinieneś walczyć z tym złym wrogiem. Proszę, bądź wierny i śmiało rozpocznij walkę. Będę obok ciebie. Pomogę ci i nie pozwolę, aby cię pokonał”. Franciszek zgodził się a walka była zaciekła. Wygrał ją dzięki pomocy tajemniczej i przepięknej postaci, która cały czas była u jego boku. Potworny mężczyzna zmuszony był do ucieczki a za nim, wyjąc, przeklinając i rycząc podążyła się reszta mężczyzn o obrzydliwych twarzach. Grupa mężczyzn o pięknych twarzach krzyczała z radości i uznania dla postaci, która pomogła biednemu Franciszkowi w tej wielkiej walce. Wspaniała i jaśniejsza niż słońce postać nałożyła na głowę Franciszka piękną koronę, tak piękną, że trudno byłoby ją opisać. Jednak nagle korona została zdjęta z głowy Franciszka i tajemnicza postać powiedziała: „Inną koronę, znacznie piękniejszą niż ta zachowałem dla ciebie, jeśli tylko będziesz walczyć z tym strasznym wrogiem, którego właśnie zwyciężyłeś. On będzie powracał z nową siłą a ty będziesz walczył nie wątpiąc w moją pomoc. Nie martw się jego siłą. Będę obok ciebie, zawsze będę ci pomagał a ty będziesz zwyciężał.” Po wizjach takich następowały prawdziwe starcia z Szatanem. Ojciec Pio miał w swoim życiu wiele starć z „wrogiem nieprzyjaznym duszom”. Tak naprawdę, jednym z najważniejszych celów Ojca Pio było wyrwanie dusz z objęć Szatana.

Pewnego wieczoru Ojciec Pio był w klasztorze, w pokoju gościnnym na parterze. Kiedy położył się na pryczy, nagle pojawił się człowiek otulony czarnym płaszczem. Ojciec Pio zaskoczony wstał, żeby zapytać kim jest ów przybysz i czego chce. Nieznajomy powiedział, ze jest Duszą czyśćcowa. „Nazywam się Pietro Di Mauro” – powiedział – „zginałem w pożarze 18 sierpnia 1908 roku tutaj, w tym klasztorze, który został zamieniony na hospicjum dla ludzi starych.  W tym pokoju zginałem w płomieniach, podczas snu na słomianym materacu. Musiałem tu przyjść, żeby prosić Cię o odprawienie Mszy św. za moją Duszę jutro rano. Pan Bóg mi na to pozwolił. Dzięki tej mszy będę mógł wejść do Nieba.”

Ojciec Pio odpowiedział, ze chciałby odprawić te Msze.

Potem, kiedy  chciał odprowadzić nieznajomego do klasztornej furty, zdał sobie sprawę, że rozmawiał ze zmarłym, bo kiedy wyszli na dziedziniec, nieznajomy raptem znikł. Jeszcze tego samego wieczoru Ojciec Pio udał się do przełożonego klasztoru, Ojca Paolino z Casacalenda, żeby prosić go o możliwość odprawienia porannej Mszy św. za Duszę tego nieszczęśnika.

Kilka dni później Ojciec Paolino chcąc zweryfikować informacje, które usłyszał od Ojca Pio, udał się do biura rejestracji ludności w St. Giovanni Rotondo, gdzie otrzymał pozwolenie na sprawdzenie listy zgonów z 1908 r. Pośród nazwisk ludzi zmarłych we wrześniu Ojciec Paolino odnalazł to, czego szukał. Zapis brzmiał: „We wrześniu 1908 r. w pożarze hospicjum zginał Pietro Di Mauro”.

Pani Cleonice Morcaldi z St. Giovanni Rotondo była jedna z duchowych córek Ojca Pio.  Miesiąc po śmierci jej matki Ojciec Pio powiedział do niej na zakończenie spowiedzi: „Dziś rano twoja matka poszła do Nieba. Widziałem ją podczas, kiedy sprawowałem poranną Mszę św.”

Ojciec Pio opowiedział taką oto historię Ojcu Anastazemu: „Pewnego wieczoru, kiedy samotnie modliłem się na kościelnym chórze, usłyszałem jakiś szelest i zobaczyłem jak młody mnich krzątał się obok głównego ołtarza, odkurzając go i poprawiając kwiaty we flakonach. Myślałem na początku, że to Ojciec Leone przystraja ołtarz na nowo, a ponieważ był to czas kolacji, powiedziałem: „Ojcze Leone, teraz nie czas na strojenie ołtarza, idź na kolacje”

Ale głos, który nie był głosem Ojca Leone, odrzekł mi: „Ja nie jestem Ojcem Leone”, „to kim jesteś?” – spytałem.

„Jestem twoim bratem, odbywałem tu nowicjat. Moim obowiązkiem w czasie nowicjatu było dbanie o ten ołtarz przez cały rok. Niestety, wiele razy przechodząc przed ołtarzem nie oddawałem należnej czci  Jezusowi w Przenajświętszym Sakramencie zamkniętym w tabernakulum. Za to poważne zaniedbanie jestem teraz w Czyśćcu. Ale Bóg w swojej nieskończonej dobroci przysłał mnie tu, żebyś mi pomógł jak najszybciej dostać się do Nieba”.

Będąc przekonanym, że pomagam tej biednej, cierpiącej  Duszy, zawołałem: „Będziesz w Niebie jutro rano, w czasie gdy będę celebrował Msze św.” „To okrutne!” krzyknął Duch, po czym zapłakał i znikł.

Ta skarga zraniła boleśnie moje serce i ten ból towarzyszy mi przez  całe moje życie. Bo tak naprawdę mogłem te Dusze  natychmiast posłać do Nieba a tymczasem skazałem Ją na jeszcze jedną noc w straszliwym ogniu Czyśćca.”

"Poprzedni tydzień"
----------------------

Halloween w Bytomiu- dzieci podpisały cyrograf!!!

Bardzo nam żal tych dzieci, które brały udział z halloweenowym balu. Zabawa zabawie nie równa. Ta odbyła się nie w szkole a w sali zabaw. Bal organizowała właścicielka sali. Interesował ją zysk, natomiast zupełnie nie zwracała uwagi na niebezpieczeństwa duchowe jakie płynęły z tego balu. Jednym z pomysłów organizatorów było podpisanie przez dzieci regulaminu zabawy w formie cyrografu. Zdjęcie podpisanego przez dzieci oświadczenia zamieszczono na fejsbukowym profilu sali zabaw. Pod jakim tekstem podpisały się dzieci? We wprowadzeniu do zasad zabawy czytamy:

Ja, niżej własnoręcznie podpisany wampir/czarownica niniejszym zgodnie i bez protestu ofiarowuję swoją duszę diabłu w zamian za udaną zabawę, zobowiązuję się jednocześnie do przestrzegania ustalonych niżej zasad: Dalej wypisane są zdrowe zasady wspólnej zabawy, m.in. brak tolerancji zachowań agresywnych i pomoc młodszym dzieciom.

Oto komentarz koordynatora ds. egzorcystów w Polsce ks. Janusza Czenczka: Ks. Janusz Czenczek: Ten regulamin zaczyna się strasznie. Trudno dziś przewidzieć krzywdę, która została wyrządzona dzieciom przez ten cyrograf.

Szatan nie ma poczucia humoru. Przez ten cyrograf, przez to jedno zdanie, zawłaszczył sobie prawo do sumienia dziecka. Akt podjęty nawet bez pełnej świadomości, może przynieść negatywne skutki duchowe.....

 

 

 

Zdjęcie cyrografu-regulaminu podpisanego przez dzieci na początku zabawy w bytomskiej sali zabaw

Nie lekceważmy takich zabaw!!

Osoby, które podpisały  „zabawowy cyrograf” powinny się z tego wyspowiadać. Podobnie i rodzice, jeżeli się na to godzili. Egzorcyści wskazują, że nawet dziecinne wywoływanie duchów, którym zabawiają się dzieciaki może doprowadzić do zniewolenia czy opętania, a skoro tak to tym bardziej doprowadzić może do tego podpisanie cyrografu.

 

Może organizatorzy rzeczywiście nie wiedzieli, co robią, może nie wierzą w diabła, może wydaje im się, że to tylko kulturowa postać, niegroźna, jak Kaczor Donald, ale… tak nie jest. Diabeł istnieje i traktuje takie wypowiedzi śmiertelnie poważnie. Warto o tym pamiętać, bo zagrożenie jest naprawdę poważne. Nie, nie chodzi mi o to, by straszyć, ale by wyczulić rodziców na zagrożenia duchowe i przypomnieć, że lekarstwem na nie nie jest ich lekceważenie, ale pomoc egzorcysty lub przynajmniej kapłana, który potrafi poprowadzić modlitwę o uwolnienie.  /Na podstawie:Gość.pl/

Odmawiajcie różaniec!

Uczniowie, którzy odmawiają różaniec są pod szczególną opieką Maryi. Różańcowe dzieci  podpisują umowę z Maryją a Ona wyprasza dla nich pokój, rozsądek i obronę przed złym duchem. Zakładajcie więc  w klasach Szkolne Armie Różańcowe, aby stale być pod opieką Maryi.

 

"Poprzedni tydzień"
----------------------

Listopad to szczególny czas modlitwy za zmarłych!

  • Najboleśniej przeżyłem pogrzeb jednego z moich ministrantów. Daniel był młodym chłopakiem z ogromnymi perspektywami na przyszłość. Grał w piłkę, chodził po górach, był lubiany przez rówieśników. W pewnym momencie zapadł na niego wyrok: glejak. Przez dwa lata od jego pogrzebu nie byłem w stanie stanąć nad jego grobem, ale wciąż o nim pamiętam.

 

Co przeżywają dusze, za które nikt z bliskich się nie modli?


O goryczy i dramacie takich dusz najlepiej opowie jedna z nich – dusza pewnej matki , która ukazała się mistyczce Zofii Nosko:

Oni noszą na mój grób kwiaty , ciągle kładą mi kwiaty , a one są mi niepotrzebne. Jakie to przykre , oni się nie modlą. Jak żałuję , że tak wychowałam moje dzieci. Jaka straszna tragedia , że byłam nowoczesną matką. Nie wlałam do ich dusz pojęcia o duszy , która żyję poza grobem(…)
Ach , jest nas bardzo dużo nieszczęśliwych dusz , o których nikt nie pamięta. Źle wychowaliśmy nasze dzieci , bardzo źle. To myśmy oddalili je od modlitwy , od pokuty , od religii, to my , a dziś cierpimy.

Oni przynoszą nam kwiaty , a Mszy św.za nasze dusze nie składają przed Bogiem. Jakże żałuję , jakże bardzo żałuję teraz! Nie chodziłam do kościoła , mówiłam , że brak mi czasu , sama siebie usprawiedliwiałam. Brak mi dziś tych zasług. Bądź dobra , ofiaruj choć jedna Mszę św. za mnie”

"Poprzedni tydzień"
----------------------

 

Nie chcemy żadnych „zabaw w stylu Halloween"!!!

Jesteśmy przeciwni  promowaniu Halloween w szkołach i wszystkich innych środkach przekazu. Dzieje się to przeważnie przed 1 listopada. Jest to rozpowszechnianie okultyzmu i magii. Często praktyki okultystyczne kryją się pod pozorem zabawy "przekupywania duchów", do której zaprasza się dzieci, młodzież i dorosłych. Nie są one zgodne z nauką Kościoła. Zatem praktykowanie Halloween mija się z powołaniem chrześcijanina.

Korzenie Halloween związane są z pogańskimi obchodami święta duchów i z oddawaniem czci celtyckiemu bogu śmierci.  Anton Lavey, twórca współczesnego satanizmu, stwierdził, iż noc z 31 października na 1 listopada jest największym świętem lucyferycznym. Mają wtedy miejsce wzmożone liczebnie akty przemocy o charakterze okultystycznym. Kościół otwarcie sprzeciwia się takim praktykom.

Nie korzystajcie z żadnych wróżb i horoskopów!!

Świadectwo wróżki

„Około sześć lat zajmowałam się wróżeniem. Wróżyłam z kart, z ręki, z fusów, z figur geometrycznych. Karty działały na mnie jak narkotyk. Nie rozstawałam się z nimi. Gdy wchodziłam do księgarni, natychmiast rzucały mi się w oczy pozycje związane z wróżbiarstwem. Miałam sporą bibliotekę okultystyczną. Poznałam metodę medytacji Silwy, ale głęboko w to nie wchodziłam. Pociągało mnie też wywoływanie duchów. Wywoływałam je sporadycznie.
Byłam zawsze praktykującą katoliczką i nie przypuszczałam, że to może być grzechem. Pamiętam, że w miarę oddawaniu się wróżbiarstwu zaczęłam tracić radość, która mnie w młodości cechowała, a na rodzinę zaczęły spadać różne kłopoty, choroby, zaczęły się poważne problemy finansowe... Kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że powinnam poddać się modlitwom o uwolnienie od obciążeń okultyzmu.

I tak zrobiłam. Modlitwy te spowodowały trudności w praktykach religijnych a także w życiu codziennym. W czasie modlitwy w domu i w kościele trzęsło mną, popadałam w dołki depresyjne, nie mogłam czytać Biblii, zaczęły nękać mnie różne choroby, nawet znalazłam się w szpitalu. Ale modlitwy te jednocześnie sprawiały, że czułam się psychicznie lepiej. Po dłuższym czasie, odzyskałam spokój i radość życia”.

Czy małe, niewinne dzieci mogą zostać opętane przez złego ducha?

ks. Michał Olszewski SCJ.

„Zanim zostałem egzorcystą, zastanawiałem się, czy to możliwe, by małe, niewinne dzieci mogły być opętane przez złego ducha. Nie mieściło mi się to jednak w głowie i zepchnąłem to moje pytanie w niepamięć. Problem wrócił gdy już jako egzorcysta spotkałem osobiście małe dziecko, przez które mówił do mnie szatan”.

„Kiedyś przyszła do mnie kobieta ze swoim dzieckiem, które od pierwszego roku życia mówiło biegle po angielsku i włosku. W dodatku umiało modlić się na różańcu. Rzecz zupełnie niewytłumaczalna. Wpadało też w późniejszych latach w wielką agresję. Okazało się, że jest zniewolone. Usłyszałem od zrozpaczonej kobiety: Proszę księdza, to konsekwencja moich grzechów”.

Jeszcze innym razem duchowny zetknął się z chłopcem dręczonym napadami agresji oraz wizjami postaci wychodzących z obrazów wiszących na ścianie. Wielu psychiatrów, którzy go badali, nie dopatrzyło się oznak choroby psychicznej. Kiedy jednak pojawiła się awersja do rzeczy świętych, ks. Olszewski wiedział już, że ma do czynienia z problemem demonicznym.

Inna matka chłopca, uczęszczającego do tego samego przedszkola, wspominała:

„Mój syn przez trzy dni udaje czasem psa lub kota. Szczeka i miauczy, i chodzi na smyczy”. Dzieci słuchały opowieści o potworach, które zionęły trucizną zabijającą całą ludzkość. „Bajkom” towarzyszyło palenie świec i kadzidełek. Co więcej, dzieci uczyły się, jak podkreślał Tekieli, że w grudniu zamiast świąt Bożego Narodzenia będzie Okres Światłości, a także bawiły lalkami... bez oczu.

Jak się bronić przed  Halloween?

Odmawiajcie na katechezie lub na przerwie dziesiątek różańca. Maryja ma moc pokonywania złych duchów i przyjdzie z pomocą. Wyprosi dla was i nauczycieli potrzebne dary Ducha Świętego,  który pouczy co jest dobre, a co złe?


"Poprzedni tydzień"
----------------------

Dwa sposoby spędzenia wolnego czasu. Tylko jeden z nich prowadzi do Boga i nieba.

Który wybierasz i realizujesz w wakacyjnym i codziennym życiu?Jeden z nich nie potrzebuje różańca......

 


 

 

.......drugi bierze pod uwagę słowa św.Ojca Pio:


“Kochajcie Maryję i starajcie się, by Ją kochano.
Odmawiajcie zawsze Jej różaniec i czyńcie dobro. Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi....


Podajcie mi moją broń - mówił Ojciec Pio, gdy czuł, że traci siły w walce ze złem. – Tym się zwycięża szatana - wyjaśniał, biorąc do ręki różaniec".

 

"Poprzedni tydzień"
----------------------

"Różaniec do Granic",  w którym wzięła udział cała Polska /i zagranica/ został przyjęty przez Boga.    Tuż po zakończeniu 4 części różańca przed godz. 17 w wielu miejscach Polski ukazała się tęcza jako znak Boga zawarcia Przymierza z naszym Narodem.

O tym, że tęcza jest znakiem Boga świadczą słowa z Księgi Rodzaju:

"Gdy tedy łuk ukaże się na obłoku, spojrzę nań, aby wspomnieć na przymierze wieczne między Bogiem a wszelką istotą żyjącą, wszelkim ciałem, które jest na ziemi.”

I rzekł Bóg do Noego: To jest znak przymierza, które ustanowiłem między mną a wszelkim ciałem, które jest na ziemi.”

(Księga Rodzaju 9, 12-17)

Nad Warszawą


Tęcza dla niewierzących jest zjawiskiem przyrody, a dla katolików jest ZNAKIEM PRZYMIERZA BOGA Z LUDŹMI.
Panie Boże, prosimy gorąco, miej w swojej opiece Polskę i świat !


Oto dwa świadectwa - opisy tego wielkiego  różańcowego

wydarzenia

Miriam said

8 października 2017 @ 16:17

Wracaliśmy wczoraj całą 50 osobową grupą z Tylawy k/Barwinka.Byliśmy gdzieś w okolicach Dukli jak na niebie ukazała się tęcza na połd.-wsch.stronie,przepiękny słup od ziemi do nieba.
Było cudownie ,na Ewangelię i kazanie świeciło cudownie słońce ,potem trochę się pochmórzyło,ale na całym różańcu świeciło słońce,bez wiatru.Matka Boża jakby pieściła nas tymi promieniami słońca.

I jeszcze jedno,w czasie Mszy  św.nad wzgórzem krążyło 4 orły ,tak z 10 min.,potem odleciały na zachód.Ksiądz proboszcz był tak serdeczny,podchodził z mikrofonem do ludzi ,każde Zdrowaś ..mówił ktoś inny, nawet dzieci. Powiedział,że jest nas ok.2000 .
Dziękował wszystkim za okazanie żywej wiary,i co jeszcze ciekawe -w Jego parafii trwają Misje święte.

Jeszcze jedno-na Faceboku, jedna pani zamieściła SMS od Księdza ,w którym napisał,że osoba,której ufa,widziała podczas odmawiania Różańca Miliony Aniołów zstępujących na nasze granice,i że całe Niebo modliło się z nami.
Pozdrawiam z Panem Bogiem.

Małgorzata said

8 października 2017 @ 16:19

Wczoraj modliłam się w Michałowie w parku miejskim .Cały czas było pochmurno ,ciężkie chmury przetaczały się po niebie .Groźba opadów wisiała nad modlącymi się ludźmi .W miarę , jak kontynuowana była modlitwa słowna i śpiewana ,wśród chmur pojawiały się przebłyski niebieskiego nieba ,a nawet złote promienie słońca.

Część bolesną odmawialiśmy w większości klęcząc i wtedy pokropił bardzo drobniutki deszczyk przez dosłownie chwilę .Kiedy rozpoczęliśmy część chwalebną zaczęło wyglądać słoneczko.Przy tajemnicy Zesłania Duch Świętego wyszło na dobre spoza chmur i zaświeciło bardzo mocno,zauważyliśmy również pulsowanie słońca.

To było niesamowite ,jakby bezpośredni znak od Pana Boga z nieba w trakcie naszej modlitwy .To pulsowanie znają wszyscy ,którzy modlili się w Medjugorie… znak dla nas Polaków.Chwała Panu, tego Ducha Świętego potrzeba nam w tych czasach szczególnie dużo.Pozdrawiam

"Poprzedni tydzień"
----------------------

Kto zalecił odmawiać różaniec w październiku?


Dzisiejsze wspomnienie zostało ustanowione na pamiątkę zwycięstwa floty chrześcijańskiej nad wojskami tureckimi, odniesionego pod Lepanto (nad Zatoką Koryncką) 7 października 1571 r. Sułtan turecki Selim II pragnął podbić całą Europę i zaprowadzić w niej wiarę muzułmańską . Europa była zagrożona inwazja islamu. Ówczesny papież – św. Pius V, dominikanin, gorący czciciel Matki Bożej – usłyszawszy o zbliżającej się wojnie, ze łzami w oczach zaczął zanosić żarliwe modlitwy do Maryi, powierzając Jej swą troskę podczas odmawiania różańca.


 

Nagle doznał wizji: zdawało mu się, że znalazł się na miejscu bitwy pod Lepanto. Zobaczył ogromne floty, przygotowujące się do starcia. Nad nimi ujrzał Maryję, która patrzyła na niego spokojnym wzrokiem. Nieoczekiwana zmiana wiatru uniemożliwiła manewry muzułmanom, a sprzyjała flocie chrześcijańskiej. Udało się powstrzymać inwazję Turków na Europę.

Zwycięstwo było ogromne. Po zaledwie czterech godzinach walki zatopiono sześćdziesiąt galer wroga, zdobyto połowę okrętów tureckich, uwolniono dwanaście tysięcy chrześcijańskich galerników; śmierć poniosło 27 tys. Turków, kolejne 5 tys. dostało się do niewoli. Pius V, świadom, komu zawdzięcza cudowne ocalenie Europy, uczynił dzień 7 października świętem Matki Bożej Różańcowej i zezwolił na jego obchodzenie w twadził do Litanii Loretańskiej wezwanie „Królowo Różańca świętego – módl się za nami”, a w dwa lata później zalecił, by w kościołach odmawiano różaniec przez cały październik.

"Poprzedni tydzień"
----------------------

Październik -miesiąc szczególnej modlitwy na

różańcu


1. Zawitaj, Królowo Różańca świętego,
jedyna nadziejo człowieka grzesznego!
Zawitaj, bez zmazy lilijo,
Matko Różańcowa, Maryjo!

2. Panno nad pannami, Święta nad Świętymi,
Najświętsza Królowo, Pani nieba, ziemi,
najśliczniejszy kwiecie, lilijo,
Matko Różańcowa, Maryjo!


Zamieszczamy świadectwo  matki, która modliła

się na różańcu przez 54 dni, odmawiając tzw.

Nowennę Pompejańską
(4całe różańce-20 dziesiątków dziennie).


Joanna: Bunt nastolatka

Pragnę dać świadectwo łask, które ja i moja rodzina otrzymaliśmy za sprawą Matki Bożej Pompejańskiej.

Nowennę pompejańską w intencji mojego nastoletniego syna rozpoczęłam w sierpniu 2014 roku. Nigdy wcześniej nie modliłam się do Maryi, czasami nawet chciałam, ale nie umiałam. Pierwszą otrzymaną łaską (powiedziałabym, że była to łaska przedpompejańska”) było to, że poczułam nieprzepartą potrzebę rozmowy z Matką Bożą, poznania Jej i wypłakania przed Nią moich trosk. Stając przed Nią jak matka przed Matką mogłam powiedzieć wszystko, czułam się wysłuchana i rozumiana. Idąc za wewnętrznym przymusem
szukałam w internecie pieśni maryjnych, rozważań i modlitw, bo ciągle mi było mało kontaktu z Matką Boską. Tak trafiłam na strony ze świadectwami osób, które odmawiały nowennę pompejańską. Postanowiłam ją odmówić.

Łatwo nie było. Po pierwsze, chociaż zrozumienie słowa pisanego nigdy nie przysparzało mi większych trudności, to akurat przy „instrukcji odmawiania nowenny” dostawałam zaćmienia umysłu i za żadne skarby nie mogłam zrozumieć, o co chodzi. Po drugie, nie miałam pojęcia, jakim cudem uda mi się znaleźć tę godzinę spokoju, potrzebną na odmówienie nowenny. W tamtym czasie byłam na urlopie wychowawczym i opiekowałam się moim młodszym, ortodoksyjnie witalnym synem.

Jeżeli w ciągu dnia zdarzała się jakaś luźniejsza chwila, natychmiast poświęcałam ją na regenerację sił, po prostu padałam i zasypiałam. Po trzecie, zarówno przed rozpoczęciem nowenny, jak i w trakcie jej odmawiania, odczułam na własnej skórze, jak nie w smak szatanowi ta modlitwa, jak potrafi on człowiekowi zmącić umysł, zastraszyć go, zwodzić i rozjątrzyć wszystkich wkoło. Efekt jego działań był jednakże taki, że wbrew swoim emocjom (bo bałam się i wątpiłam, a jakże!) jeszcze mocniej zaufałam Matce Bożej i nabrałam pewności, że Ona najlepiej zaopiekuje się moim dzieckiem.

Bolesne dojrzewanie mojego syna zaczęło się 2 lata temu od popalania papierosów. Potem doszło popijanie, być może raz wziął nawet narkotyki lub dopalacze, nie wiemy jednak tego z całą pewnością (zanim zamówione w aptece testy na wykrywanie narkotyków doszły, minęło tyle czasu, że badanie byłoby niewiarygodne). Zachowanie syna się zmieniło. Fajny, uczciwy, dowcipny i skłonny do kompromisów chłopak stał się obcy, drażliwy, odpychający.

Walił dokładnie tam, gdzie bolało najmocniej (np. w połowie przygotowań do bierzmowania oświadczył, że do żadnych sakramentów nie będzie przystępował, bo i tak nie wierzy w Boga). Klasyka gatunku pod nazwą „bunt nastolatka”. Wiele nas to kosztowało. Musieliśmy się z mężem naprawdę mocno starać, żeby nie stracić cierpliwości (kilka razy niestety się nie udało) i nie odpowiadać krzykiem na jego prowokujące czyny i słowa. Rozmawialiśmy z nim. Tłumaczyliśmy, że nie przeżyjemy za niego życia, mamy jednak obowiązek wskazywać zagrożenia, jakie niesie za sobą takie a nie inne zachowanie.

Mając na uwadze swoje własne doświadczenia (też byłam trudną nastolatką) wiedzieliśmy, że walką, narzucaniem swoich własnych przekonań, zakazami i nakazami niczego – poza większym buntem – nie zdziałamy. Wyznaczyliśmy jednak kilka nieprzekraczalnych granic (m.in. godziny powrotu do domu) i poinformowaliśmy syna o konsekwencjach, jakie go czekają za złamanie umowy. Ponieważ granice, rzecz jasna, były przez syna przekraczane – ponosił za to odpowiedzialność i np. nie
dostawał kieszonkowego.

Na marginesie dodam, że ustalanie tzw. wspólnego frontu z mężem wcale nie było miłe. Często się spieraliśmy, różniliśmy co do oceny zachowania naszego syna i metod postępowania, słowem – czasem między nami naprawdę szło na noże. Jednak podczas decydujących rozmów – tych rodzicielsko-synowskich – mój mąż zawsze zachowywał spokój, mówił mądrze, trafnie i prosto z serca. Nigdy za nic nie oskarżał syna i nie krytykował go, wręcz przeciwnie – za co tylko mógł, chwalił. I jeżeli mnie teraz czyta jakiś tata zbuntowanego nastolatka, powiem jedno – panowie, na tym etapie życia swoich pociech jesteście niezastąpieni i swoim mądrym postępowaniem możecie zdziałać sto razy więcej niż matka.

Mój mąż jeździ z synem na koncerty rockowe, zabiera go na kajaki, wspólnie szusują po stokach. Ale też stawia wymagania. Dziś, po 20 latach małżeństwa, podczas których przeżyliśmy kilka grożących rozwodem kryzysów, dziękuję Bogu za to, że tak wspaniały człowiek jest moim mężem i ojcem moich dzieci. Jeśli
to nie jest łaską nad łaskami, to ja już nie wiem, co nią może być…

Prawdziwe kłopoty zaczęły się w momencie, gdy mój syn zaczął spotykać się z nowym, bardzo podejrzanym towarzystwem. Jego zachowanie uległo wtedy tak radykalnemu pogorszeniu, że nie poznawałam rodzonego dziecka. Był wulgarny, chamski, arogancki. Raz wrócił do domu pobity. To już nie był zwyczajny bunt nastolatka. Intuicyjnie czułam, że mój syn jest w wielkim zagrożeniu.

Stałam się kłębkiem nerwów, modliłam się o pogodę ducha, wylewałam przed Jezusem swoje żale, prosiłam Go o pomoc, o to, by dał mi cierpliwość i mądrą miłość do syna, ale poza tym – zupełnie nie wiedziałam, co robić. Ja i mąż byliśmy w tamtym czasie bezradni. Wtedy, słysząc ciągle w głowie słowa: „oto Matka twoja”, postanowiłam zwrócić się do Maryi i wszystko Jej zawierzyć. Wtedy Ją poznałam, wtedy tak z głębi trzewi poczułam, że jest również moją Matką i wtedy też, nie zważając na przeszkody, z ogromną determinacją zaczęłam odmawiać nowennę w intencji syna.

Syn szalał, a ja byłam spokojna. Odzyskałam radość i cierpliwość, tak bardzo mi potrzebne, zważywszy na fakt, że mój młodszy syn rykoszetem przejmował wszystkie negatywne emocje. Maryja działała w iście ekspresowym tempie.

Pierwszą jaskółką zmian było to, że mój syn niespodziewanie, z własnej i nieprzymuszonej woli… posprzątał swój pokój. Sam Johnny Depp tańczący krakowiaka nie zrobiłyby na mnie większego wrażenia! To co jeszcze przed chwilą było nieprawdopodobne działo się… nie wiem, jak to nazwać… działo się tak zwyczajnie, po prostu. Od kilku miesięcy faktem jest, co następuje: mój syn nie spotyka się z tamtymi ludźmi, po jego agresji nie ma śladu. Uśmiecha się, bawi z młodszym bratem. Często wspólnie

spędzamy czas wolny, oglądamy filmy, żartujemy. Czasem coś fuknie, czasem się pokłócimy, czasem nie wyniesie śmieci. Wszystko ok. Wszystko w granicach normy. Nie mam żadnych wątpliwości, że wszystko to dzięki wstawiennictwu Matki Bożej Pompejańskiej, której za to wszystko z całego serca jestem wdzięczna.

PS Syn nadal twierdzi, że nie wierzy w Boga. Cóż, mam intencję kolejnej nowenny pompejańskiej…

"Poprzedni tydzień"
----------------------


Zapraszamy do nowych  przemyśleń.


Czy zapraszacie do opieki nad wami waszego Anioła Stróża?


Św. Faustyna Kowalska tak opisuje swoje spotkanie z Archaniołem Michałem i innym razem ze swoim Aniołem Stróżem.


29  IX. W dzień św. Michała Archanioła wi­działam tego wodza przy sobie,  który mi powiedział te słowa:


"Zlecił mi Pan, abym miał o tobie  szczególne staranie. Wiedz, że jesteś nienawidzona

przez zło, ale nie  lękaj się. Któż jak Bóg! –

I znikł. Jednak czuję jego obecność i pomoc.”







Spotkanie św. Faustyny ze swoim ANIOŁEM.

Na drugi dzień rano ujrzałam Anioła Stróża, który mi towarzyszył w podróży aż do Warszawy. Kiedy weszłyśmy do furty - zniknął... Kiedy wsiadłyśmy do pociągu w Warszawie do Krakowa, znowuż ujrzałam swego Anioła Stróża obok siebie, który się modlił kontemplując Boga, a myśl moja szła za nim, a kiedy weszłyśmy do furty klasztornej - znikł.






"Poprzedni tydzień"

----------------------

 

MINI RACHUNEK SUMIENIA św. OJCA  PIO

"Bądź pokornego serca, uważaj na słowa, postępuj roztropnie.
Zachowaj umiar w rozmowach, nie ustawaj w pobożnej lekturze,
bądź uważna w tym co robisz, niewinna w tym ,co mówisz.

Nikomu nie bądź niemiła, wszystkim okazuj życzliwość,
a przełożonym szacunek. Zachowaj oczy od złego spojrzenia, a usta od zuchwałego słowa.

Żadnego nieskromnego zachowania, ni swawolnego gestu,
żadnego  wyzywającego ruchy, ni zalotnego głosu.
Twoje zachowanie  i wygląd mają być żywym odbiciem piękna twojej duszy.

/Epist.III,88 n/


" Bądź przy mnie ,Ojcze PIO... o każdej godzinie mego życia.

Jeśli Ty będziesz przy mnie-ja będę choć trochę taka jak Ty!.


Nauczę się cierpieć, w pokorze znosić utrapienia, być dobrą.

Będę umiała zanosić do Boga moje modlitwy!

Ale TY...jeśli będę płakać otrzyj moje łzy!


Ty...,jeśli upadnę pomóż mi się podnieść,

i...jeśli będę uśmiechać-uśmiechaj się ze mną również Ty!

A kiedy będę się modlić...,módl się razem ze mną!

/L.Castrucji.II Rosario del cuore /

"Poprzedni tydzień"

-------

 

USA: Huragan Harvey zniszczył ich dom. Ocalała tylko figura Matki Boskiej

Huragan Harvey, który przeszedł przez wybrzeże Teksasu spowodował nie tylko szkody związane z zalaniami. Jak podaje CNN, wiele domów uległo także spaleniu. Stacja CNN podaje, że jedna z poszkodowanych przez huragan rodzin, która mieszka niedaleko Corpus Christi w Teksasie, straciła jednocześnie trzy domy, które stały na jednym terenie. Rodzina Rojas, przeszukując pogorzelisko, natrafiła jednak na niecodzienny widok.

Spaliło się niemal wszystko, ale figurka Matki Boskiej stała wśród popiołu w nienaruszonym stanie. Rodzina uważa, że figura Matki Boskiej, która przetrwała żywioł, jest symbolem tego, że oni również mogą znaleźć w sobie siłę, by poradzić sobie po utracie domu. "Doceń to, co masz, słuchaj ostrzeżeń, przytulaj swoje dzieci i dziękuj Bogu za dzisiejszy i wczorajszy dzień. Módl się o lepsze jutro" - podsumowała cud Natali Rojas







"Poprzedni tydzień"

-------

 



 

Jakie były wakacje 2017r.?

Jak zwykle, dla jednych piękne i radosne, bogate w modlitwę i wartości duchowe. Dla drugich smutne, bo chociaż mieli  wiele „doznań”, przebywali nawet na zagranicznych obozach to jak wygląda z dzienniczka prowadzonego przez Małgorzatę/opiekunkę zagranicznych  kolonii/, owoce wakacyjnego czasu są zatrute. Grzech gonił grzech. Od czasu do czasu będziemy cytowali skrótowe teksty, po to tylko, aby  pokazywać, że nie tędy droga do szczęśliwej młodości i dorosłego życia.

Wakacje 2017r.pewnej części polskiej młodzieży!!

Małgorzata myślała, że nic jej już nie zdziwi. Stara harcerka, od lat jeździ na wycieczki z młodzieżą jako wychowawczyni albo kierowniczka obozów. Ale mówi, że to, co się dzieje w ostatnich latach na zagranicznych obozach, przechodzi ludzkie pojęcie.

Bułgaria, Złote Piaski.

Wieczorem obóz, na którym jest wychowawczynią, ma zaplanowane wyjście do miasta na dyskotekę. Małgorzata jak zwykle co dwie godziny zbiera swoją grupę i sprawdza trzeźwość. Przed dyskoteką harmider, grupka chłopaków z obozu sportowego wdrapała się na nieczynny podnośnik do bungee. Wszyscy pijani, wymiotują z góry. Na dole dzieciaki biją brawo. Małgorzata chce zaalarmować policję, ale ucisza ją wychowawczyni grupy: – Niech się pani nie wtrąca, to nie pani kolonia.

Teraz Małgorzata postanowiła wtrącić się we wszystkie kolonie naraz. Opowie o dzikich orgiach gimnazjalistów. A przede wszystkim o tym, że wychowawcom, biurom podróży i rodzicom wygodniej jest tego nie widzieć.

Odcinek 1

Dla niepoznaki

Nie ogarniesz ich. W bułgarskim hotelu jest 700 nastolatków z Polski, Rosji i Rumunii. Polska grupa liczy 150 osób, zmienia się co 10 dni. – Nie opanujesz ich, bo ci się ta młodzież myli – przyznaje Małgorzata.

Po północy uciekają z hotelu na plażę. Małgorzata nastawia sobie budzik na godzinę drugą w nocy i idzie na łapankę. – Po 150 osób zgarniam, nie tylko ze swojej grupy. Grożę, że zawiadomię policję, szkołę, rodziców....

Na dyskotekach piją. Wlewają sobie wódkę do coli. Mają pastylki neutralizujące zapach alkoholu, więc niczego od nich nie czuć. Czasem tylko widać, jak się zachowują. Kiedyś w Słonecznym Brzegu Małgorzata zarekwirowała podopiecznym piwo. Kierownik oddał dzieciakom butelki. Na następną dyskotekę już nie poszła, kierownik kazał jej zostać. Zażądała, żeby podpisał oświadczenie, że bierze grupę na własną odpowiedzialność.

cdn.


Apel Szkolnej Armii Różańcowej!


 


Aby zło przywiezione z zagranicznych ośrodków nie owocowało dalej na obszarze Polski, módlcie się do Maryi  na różańcu i wynagradzajcie za grzechy koleżanek i kolegów. Bardzo was o to prosimy na początku Nowego Roku Szkolnego 2017/18. Bądźcie silni modlitwą. Tego wam ze wszech miar życzymy.

SzAR- czyli Szkolna Armia Różańcowa. 2IX 2017R.


Odmawiajcie różaniec!

Gdy spytano małą Hiacyntę, o co najbardziej prosiła Matka Boża podczas fatimskich objawień, odpowiedziała: „O codzienne odmawianie różańca”. Przypomniał o tej prośbie Matki Bożej Ojciec Święty Jan Paweł II podczas pobytu w Fatimie 13 maja 1982 r. mówiąc, że najistotniejszą treścią fatimskiego orędzia jest wezwanie aby „modlić się, modlić się i jeszcze raz modlić się”. Jeżeli chcesz wzrastać w świętości, uciekaj się pod opiekę Maryi Dziewicy, która jest twoją prawdziwą Mamą!

Matka Boża objawiając się w Fatimie, przyszła do nas, Jej ukochanych dzieci, aby ostrzec i uchronić przed wielkim niebezpieczeństwem utraty życia wiecznego. Pierwszym krokiem w kierunku piekła jest zaniedbanie modlitwy. Jeżeli ktoś przestanie się modlić, bardzo szybko utraci wiarę i stanie się bezwolnym narzędziem w rękach sił zła. Zaprzestanie modlitwy prowadzi do utraty wiary i zniewolenia przez różnego rodzaju grzechy. Kto się nie modli, nie ma siły, by obronić się przed działaniem diabła, który „ jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć” (1P 5,8). Dlatego Maryja w Fatimie daje nam broń do ręki w walce z siłami zła i mówi:

"Jestem Panią Różańca. Przyszłam ostrzec wiernych, aby poprawili się i błagali o przebaczenie grzechów. Nie wolno im więcej obrażać Pana Boga, ponieważ jest już zbyt ciężko obrażany grzechami ludzi. Ludzie muszą odmawiać różaniec. Niech odmawiają go każdego dnia".

----------

Harcerze relacjonują tragiczną noc w lesie w Suszku

"Uciekałem jak najdalej od tamtych drzew"


 

W nocy z piątku na sobotę nad obozem harcerskim w lesie w Suszku przeszła nawałnica. Harcerze opowiedzieli na antenie TVN24 o tej przerażającej nocy.

- Nagle zerwał się bardzo silny wiatr - powiedział jeden z uczestników obozu. - Na początku konar spadł przed nasz namiot - dodał.

Jak powiedział na antenie TVN24, jeden z jego kolegów został uderzony gałęzią w głowę.

- Biegliśmy, aż dobiegliśmy do miejsca, gdzie mogliśmy się schować - opowiedział chłopiec. - Dopiero tam zaczął narzekać, że boli go głowa, że nic nie pamięta, aż stracił przytomność. Tam go obudzili medycy - dodał harcerz.

- Jako pierwsze zostały powalone drzewa przy zejściu do jeziora, gdzie było zagłębienie w terenie - powiedział inny harcerz, o imieniu Wiktor. - Tam schowaliśmy się pod tymi konarami, co dało nam ochronę przed następnymi - dodał.

Schronienie w młodym lesie

Jak tłumaczył Wiktor, potem wszystkich ewakuowano do młodego lasu, do szkółki. Wiktor powiedział, że Sztab Zarządzania Kryzysowego na obozie wytyczył trasę do szkółki. Byli też tam ratownicy. Jak powiedział chłopiec, strażacy i ratownicy medyczni ze szpitala dotarli dopiero około 5 rano.

- Ja osobiście byłem bardzo przerażony, że coś może mnie przygnieść i uciekałem jak najdalej od tamtych drzew - powiedział harcerz. Niektórzy koledzy harcerzy znajdują się w szpitalu. Jeden z nich czuje się już lepiej, ale nie pamięta, co się działo. Inny z harcerzy był operowany, ponieważ konar uderzył go w potylicę. Stracił on pamięć z obozu.

Jak przebiegała ewakuacja?

- Około godziny 21.30 jedno z drzew runęło na nasz namiot, wtedy zaczęła się ewakuacja - relacjonował na antenie TVN24 jeden z uczestników obozu harcerskiego w Suszku, gdzie w nocy przeszła potężna nawałnica. To właśnie tam zginęły dwie nastolatki.

Jak opowiadał harcerz, drużynami kierowali drużynowi, a całością akcji kierował komendant obozu, a cała operacja trwała około 2-3 godzin. - Drużyny były na bieżąco liczone. Szukaliśmy, kiedy wiedzieliśmy, że kogoś brakuje - mówił.

- Jeżeli kogoś nie było, to przeszukiwaliśmy namioty - dodał harcerz. Nie było wielu rannych, a ich obrażenia nie były bardzo poważne.

Jak powiedział uczestnik obozu, las - gdzie był rozbity obóz - wygląda teraz jak pobojowisko, jak miejsce przejścia fali uderzeniowej. Tylko nieliczne drzewa jeszcze stoją - podsumował.

- Nie było czasu na spakowanie czegokolwiek. Musieliśmy uciekać tak, jak staliśmy - powiedział harcerz.




Uratowali się tylko dlatego, że ukryli się w

pobliskiej wodzie!!!


Ewa Lubert, żona Tomasza Lubert z zespołu "Virgin" o dramatycznych chwilach związanych ze swoim synem.

Okazuje się, że na obozie harcerskim w Suszku przebywał także syn Ewy Lubert, żony Tomasza Luberta muzyka zespołu "Virgin". Modelka przeżyła dramatyczne chwile. Podzieliła się nimi we wpisie na Facebooku.

"Współczuję rodzicom, których dziewczynki zginęły na obozie w Suszku. Mój synek też był na tym obozie. Już jest z nami, jednak dwugodzinny brak kontaktu ze szpitalami, obozem itp. doprowadził mnie prawie do zawału. Telefony albo nie działały, albo cały czas zajęte. W końcu po dwóch godzinach wysłano numer, gdzie mogłam zadzwonić, a byłam już prawie na miejscu obozu.

Masakra. Całę drogę nie wiedziałam co z moim synem! DRAMAT! NIE ŻYCZĘ NIKOMU! Żadnej matce tego nie życzę! ŻADNEJ! Uratowali się tylko dlatego, że ukryli się w pobliskiej wodzie. Minutę po tym drzewo upadło na ich namiot" -

napisała Ewa Lubert.



Nad obozem harcerskim rozbitym w lesie koło miejscowości Suszek (woj. pomorskie) w nocy z piątku na sobotę szalała burza. Drzewa łamały się jak zapałki, spadały na przerażone dzieci i młodzież. Niestety dwie osoby zginęły, a około 50 jest rannych.


Módlmy się za 2 harcerki, które zginęły w czasie 

wichury w Suszku!





Według relacji jednego z harcerzy, warunki atmosferyczne drastycznie się pogorszyły około godz. 23:00. Wówczas zapanował chaos.

- Pierwszy rozkaz jaki usłyszeliśmy, to chować się pod prycze w swoich namiotach. Później, kiedy zaczęły się łamać drzewa, kazano nam biec do głównego namiotu. W pewnym momencie drużynowy krzyknął, żebyśmy pobiegli do jeziora, bo tylko tam nie było drzew. Rzuciliśmy się w stronę jeziora. Biegliśmy, a konary spadały centymetry od naszych głów. Kiedy dobiegliśmy do jeziora na główny namiot spadły dwa drzewa. Decyzja drużynowego uratowała nam życie. Gdybyśmy zostali w namiocie ofiar na pewno byłoby więcej - opowiada w rozmowie z Fakt24.pl uczestnik obozu.

Według harcerza, dziewczynki, które zginęły prawdopodobnie spanikowały. - Jedna pozostała pod pryczą w swoim namiocie, a druga odłączyła się od grupy i gdzieś pobiegła. Obie zginęły pod drzewami - dodaje chłopiec.

Powyższe zdarzenie świadczy, że na tamten świat i da nie tylko osoby stare lecz i młode.
Codziennie więc odmawiajmy różaniec, aby wypraszać opiekę Bożą przez nieustające wstawiennictwo Maryi. Pamiętajmy też o codziennej  modlitwie do Anioła Stroża.







"Poprzedni tydzień"
-------



W    Fatimie Maryja  niezmiennie  głosi wielką potrzebę  odmawiania  różańca,  jako  podstawowego ratunku dla świata. Ta samą troska o  zbawienie  świata  płynie współcześnie z Medziugoria.


Maryja

Dzisiaj księżom nie jest łatwo pozostać wiernymi. Pomóżcie im przez swoje modlitwy!

Księża nie potrzebują waszej krytyki, oni potrzebują waszych modlitw, waszej miłości. Proszę was, żebyście pomagali swoim księżom.

Różaniec nie ma być dekoracją mieszkania, choć wielu osobom służy tylko do tego. Mówcie wszystkim, aby go odmawiali. Odmawiajcie różaniec w gronie rodzinnym, proszę o to.


Rozejrzyjcie się wokół siebie. Spędzajcie więcej czasu na   zbliżaniu się do Boga w kościele. Przyjdźcie do domu waszego Ojca.   Spędzajcie więcej czasu w gronie rodziny, aby modlitwą wyjednać łaskę   Bożą.






Nie   patrzcie z pogardą na  żebraka, który żebrze o kawałek chleba! Nie  odpychajcie go od waszego  stołu, na którym panuje obfitość! Pomóżcie mu,  a Bóg pomoże wam!...


Szatan ma na was wpływ w tych sprawach .Nie poddawajcie się!   Módlcie się razem ze Mną! Nie zwódźcie samych siebie myśląc: ja jestem   dobry, ale brat obok mnie nie jest dobry. To nie byłoby słuszne w   odniesieniu do was samych.


Kocham  was, bo jestem waszą  Matką i dla tego was  uprzedzam. Istnieją   tajemnice, moje dzieci.  Ludzie nie wiedzą ,na czym one polegają. Kiedy  się dowiedzą będzie już  za późno.

 


Czy sierpień zbierze "Zdrowasiek wiele" ?


Spójrzcie na tych co modlą się wytrwale i swoje różańce
jak prawdziwi żołnierze wtaczają na szańce.

Maryja może zatrzymać wojenne rakiety i armaty,
ale tych żołnierzy musi mieć dużo, a nie tylko na raty.

Maryja mówi, że szatan ciągle do ognia dolewa oliwy,
bo świat w modlitwie jest po prostu leniwy.


Jeśli chcemy więc, by ludzkość była szczęśliwa,
to musi ona być w modlitwie gorliwa.

Każdy z was pragnie, aby wszystkie dni wakacji były szczęśliwe,

więc się módlcie na różańcu, a wszystko  przez Maryję jest możliwe.

Ona ma nadzieję, że sierpień zbierze "Zdrowasiek wiele",

a wtedy będzie radość w niebie, w waszych domach i w kościele!!







"Poprzedni tydzień"
-------


/Czytajcie nasz  kwartalnik
"Internet z Maryją/-VII - VIII -IX 2017/
W numerze:


1)Jeszcze raz o "Cudzie słońca" w Fatimie w 1917r.
2)Pan Jezus uzdrowił Gosię
3)Uzdrowienie z nałogu palenia papierosów
4) Gry komputerowe- zagrożenie czy dobrodziejstwo XXI w.?
5) Czy to jest możliwe, aby umarli mogli ukazywać się żywym?
6) Ojciec Pio i aniołowie
7) Dziesięć argumentów przeciw Harry’emu Potterowi

 

----------


PAN BÓG MÓWI - JAK CHCESZ ?

Zły duch mówi-musisz!!​

 

Jak zaczyna się odchodzenie od Boga i

przymierze z diabłem?

- człowiek przestaje się modlić

- nie spowiada się

- przestaje chodzić do kościoła.

 

JEŚLI NIE CHCESZ ŻYĆ Z BOGIEM, TO NA PEWNO ŻYJESZ ze złym duchem,  KTÓRY DĄŻY DO

ZNISZCZENIA CZŁOWIEKA RÓŻNYMI SPOSOBAMI​ A PRZEDE WSZYSTKIM ZNIEWALA GO SWOIMI 

DEMONICZNYMI POMYSŁAMI.

14 Listopad 2015

Gdy terroryści wpadli do teatru Bataclan (atak terrorystyczny we Francji- zginęło wtedy ponad 90 osób), tłum właśnie deklarował swoją miłość do szatana słowami piosenki „Ucałuj diabła”.

 

Niektóre z zagrożeń z listy ks. egzorcysty:

1)podpisanie paktu, cyrografu z diabłem,
2)słuchanie
muzyki satanistycznej, w śpiewie piosenek wymawianie imion jakiś bóstw, demonów /np. Makumba (bóstwo afrykańskie)/,

3)„Harry Potter” (książki te zawierają wprost i jednoznacznie symbolikę okultystyczno-satanistyczną

Byłem na Woodstocku Owsiaka. Może nie mieszka tu diabeł, ale na pewno nie jest to niewinna zabawa pozytywnie nastawionej młodzieży. Są tam miejsca, do których wchodzić się nie powinno. A wspólnym mianownikiem wszystkiego jest przekonanie, że dobra zabawa wymaga zwolnienia wszelkich hamulców.

Spokój i niebieskie  powietrze”

Jeżeli nie chodzisz na Mszę Świętą, nie modlisz się do Boga,
to nawet nie wiesz, że dla szatana, to otwarta do ciebie droga.

On szybko twoje myśli obskoczy
i szybko grzechem zauroczy.

Odmawiaj więc różaniec, Maryja głowę węża zetrze
i  powróci do Ciebie spokój i niebieskie powietrze.

Każdy dzień wakacji będzie na chwałę Boga,
to najlepsza dla każdego droga!
Z.B.




======

Poprzedni tydzień



Nawrócił się i teraz w worku pokutnym i



krzyżem na plecach pielgrzymuje!!



Przez kilka dni ulicami miasta Suwałki wędrował mężczyzna ubrany w worek pokutny z krzyżem na ramionach.

To pan Mieczysław spod Elbląga. 67-latek ma żonę i dzieci. Obecnie jest na emeryturze. Mężczyzna ponad 30 lat temu podjął ascezę, czyli surowy tryb życia bez przyjemności i wygód. Mimo to podczas naszej rozmowy na jego twarzy ciągle było widać uśmiech.

– Ta misja rozpoczęła się po takim moim nawróceniu, bożym dotknięciu mnie. Po prostu wyszedłem z wielu nałogów, które nie pozwalały mi żyć w bliższej relacji z Bogiem. Wszystko było rozmydlone, nijakie, nie miałem żadnej pewności. Stąd brał się niepokój serca i ból – powiedział pan Mieczysław.

– Nieraz w życiu wracałem pijany. Bardzo wtedy płakałem i prosiłem Jezusa, aby mnie z tego uwolnił. I stał się cud. Było to ponad 30 lat temu. Od tej pory zaczęło się nowe życie. Podjąłem ascezę. Niektórzy mówią, że bardzo surową. Zacząłem pościć, żyłem o chlebie i wodzie. Powiem wprost – nieraz się biczowałem. Odmawiałem nocne modlitwy – powiedział pan Mieczysław.

Od ponad 20 lat mężczyzna w okresie letnim pielgrzymuje z miasta do miasta. Są to wyprawy kilkutygodniowe, a następnie na kilka dni pątnik wraca do domu. Podczas wypraw śpi gdzie popadnie. – Zdarzało mi się spać nawet w lesie i na cmentarzu. Mam specjalny koc termiczny i matę – powiedział.

Dlaczego pan Mieczysław pielgrzymuje z miasta to miasta? – Moją misją jest poszukiwanie zagubionych duchowo ludzi. Pielgrzymując od świątyni do świątyni napotykam bardzo dużo ludzi, którzy mnie do tego zachęcają. Mówią, że to budzi sumienia i bardzo przemawia – powiedział pątnik.

– Takim namacalnych dowodem Bożego działania było, gdy spotkałem młodego człowieka. Nie modlił się, nie spowiadał, nie chodził na Msze Święte. Powiedziałem, żeby poszedł ze mną do kościoła. Początkowo zapierał się, ale później zgodził się. Gdy ja się za niego modliłem on z tyłu sobie spacerował. Po skończonej Mszy Świętej powiedział, że coś się z min dzieje. Płakał i rzucił się mi w ramiona. Obiecał radykalną zmianę. Obudzenie duszy było raptowne. Bóg zadziałał bardzo mocno i coś w sercu się zadziało – powiedział pan Mieczysław.

Obecnie od 9 lat mężczyzna je jeden posiłek dziennie. – Czasem chce się jeść, ale akurat wtedy zbliża się ten posiłek. Jem i już się nie chce – śmieje się pan Mieczysław.

– Wiem, że innym takie życie wydaje się bardzo trudne. Przecież nie każdy chciałby wstawać o 3 rano i kilka godzin się modlić lub uczestniczyć każdego dnia na 2-3 Mszach Świętych – powiedział z uśmiechem pątnik.

Po kilkudniowym pobycie w Suwałkach pan Mieczysław zaplanował podróż do Augustowa, a następnie do Białegostoku.



======

Poprzedni tydzień