Do not be ashamed to pray the Rosary alone, on your way to school, to universities, to work, in the streets and public transport... do not hesitate to promote it in the house to your parents and siblings.
John Paul II
(XVIII World Youth Day 2003r.)

for the youngest

Listen to the song

You must have Flash Player installed in order to see this player.

visitors Counter

Odwiedziny [+/-]
Dzisiaj:
Wczoraj:
Przedwczoraj:
39
253
262

-9

Wszystkie odwiedziny
od 7 października 2009 355 455
Nowy Tydzień PDF Print E-mail
There are no translations available.

"Nowy tydzień"


Zapraszamy do nowych przemyśleń!








Różaniec Rodziców za dzieci


Różaniec Rodziców powstał bardzo spontanicznie wśród rodziców zatroskanych o losy swoich dzieci. Inicjatywa powstania róży różańcowej, w której rodzice modlą się w intencji swoich dzieci powstała podczas rekolekcji wspólnoty Marana Tha z Gdańska w dniu 8 września 2001.

Różaniec za dzieci oparty jest na zasadzie Kół Żywego Różańca. Rodzice tworzą dwudziestoosobowe "róże", z których każda ma swojego animatora, a w niebie - patrona. Członkowie róży nie muszą znać się osobiście, ważne, że codziennie modlą się za swoje dzieci oraz dzieci wszystkich członków ich koła. Intencje obejmują również dzieci adoptowane oraz z duchowej adopcji, poczęte, a jeszcze nienarodzone, chrześniaków oraz zięciów i synowe. Każda osoba wstępująca do róży otrzymuje akt zawierzenia, który odmawia przy przystąpieniu do modlitwy. Jak w żywym Różańcu, także tutaj co miesiąc członkowie wymieniają się tajemnicami, rozważając życie Maryi i Jezusa.

Różaniec Rodziców jest to modlitwa wspólnotowa, mająca na celu otaczać ochronnym płaszczem nasze dzieci przed wieloma zagrożeniami, które niesie świat, a także przed zagrożeniami, którymi często stajemy się my sami. Świadomość wspólnej modlitwy i niezachwianej opieki Bożej nad dzieckiem daje rodzicowi niesłychany spokój i często uwalnia od lęków o dziecko, o bezpieczeństwo teraz i w przyszłości. Modlitwa ta, często uzdrawia również relacje w rodzinach.

Poświęcenie 4-5 minut dziennie, aby dziecko miało opiekę przez 24 godz., to wspaniała Boża ekonomia- tylko trzeba się na nią zdobyć. To prawdziwy szturm nieba w intencji naszego potomstwa. „Mało modli się ten, co przywykł modlić się tylko wtedy, gdy klęczy” - mawiał św. Jan Kasjan.

Rodzice  modlą się za swoje dzieci w metrze, stojąc samochodem w korku, przy desce do prasowania i w czasie przerwy w pracy. Codziennie dziesiątka różańca. Dziesiątka do dziesiątki i tak płynie w górę nieustanna modlitwa różańcowa rodziców.



Marek

Chłopiec w wieku lat 13 - zdolny, ale mocno wycofany, niepewny siebie, lękliwy - w czasie tej modlitwy został jakby uwolniony / i jest dalej uwalniany/ z większości swoich lęków i zahamowań, wszyscy nauczyciele zauważyli to, zdumieni metamorfozą chłopca - na koniec 6-tej klasy dostał prawie wszystkie oceny maksymalne, nawet tam gdzie się nie spodziewano. Uczynił ogromne postępy w dziedzinach,  które były jego najsłabszymi stronami - dzięki pokonaniu strachu, lęku - nastąpiła jakby zmiana osobowości - delikatna, ale jednak bardzo wyraźna - ku dobremu.

Uwolnienie z uzależnienia od komputera

Chcę się podzielić moją radością z rodzicami, którzy jeszcze nie należą do Różańca Rodziców, a może zastanawiają się, czy to uczynić. Uczynić! Koniecznie! Po miesiącu modlitwy w różańcu mój 18-letni syn uzależniony od gry internetowej w stopniu uniemożliwiającym mu normalne życie (przestał się uczyć, stracił kontakt z otoczeniem, grał dniami i nocami), sam z siebie postanowił z tym skończyć. Od prawie roku nie gra w żadne gry. Po dalszym pół roku modlitw – z własnej inicjatywy – zaczął uczęszczać na Msze świętą wspólnoty modlitewnej, następnie zapisał się na rekolekcje Marana Tha, na których przystąpił do sakramentu pokuty i przyjął Komunię świętą. Jestem przekonana, że po trzech latach od tragedii, która odmieniła nasze życie, wszystko zaczyna się układać. Syn zdał maturę, uporządkował swoje życie i wierzę, że w znacznej mierze zawdzięczam to modlitwie w Różańcu Rodziców. Wystarczy tak niewiele – dać Panu Bogu odrobinę swojego czasu i ufności oraz prosić o łaski, a one spływają. Naprawdę.

Katarzyna

 

 

Nieśmiałe dziecko

Od ponad roku modlę się i należę do Różańca Rodziców. Syn bardzo niechętnie rozstawał się ze mną, gdy zaczął chodzić do szkoły. Było to trudne również dla mnie, a przez to również dla całej rodziny. W trakcie wakacji zmieniliśmy miejsce zamieszkania, szkołę. U dziecka lęk, u mnie strach o nie były tak silne, że trudno mi było odnaleźć szczęście dnia codziennego. Ale myśl o przynależności do Różańca Rodziców i codzienna modlitwa dawały siły. Od tego roku szkolnego syn ma siłę wewnętrzną, aby radzić sobie z wyzwaniami życia codziennego. Zaczął sam zasypiać w pokoju, ma więcej odwagi i chętnie przygotowuje się do Komunii świętej. Dla mnie jest to niewątpliwie cud i ogromna radość. Dziękuję wszystkim rodzicom za modlitwę i łaski z niej płynące i za radość, jaką w sobie noszę. Chwała Panu!

Poprzedni tydzień
==========





 



Cud w tramwaju w Palermo

W tramwaju, na jednym z ostatnich miejsc siedział mężczyzna i trzymał na kolanach swoją małą córkę. Gdy tramwaj ruszył, kilkunastoletni chłopak z biblią w ręce odezwał się: – Muszę wam wszystkim powiedzieć, co Jezus mówi nam dzisiaj…
Wszyscy zaczęli się rozglądać, w tramwaju nie było wiele osób. Mężczyzna z dzieckiem, wyraźnie zdenerwowany, krzyknął:
– Bądź cicho!
Chłopak zamilczał, ale po chwili powtórzył:
– Muszę wam powiedzieć, że Chrystus chce, byśmy potraktowali Ewangelię na serio.
Mężczyzna znowu krzyknął:
– Przestań, bądź cicho!
Nikt w tramwaju nie reagował. Kilkunastolatek umilkł na chwilę, ale potem znowu zaczął głosić Ewangelię. Wtedy mężczyzna, który go uciszał posadził swoją córeczkę, wstał i ze złością ruszył w stronę chłopaka:

– Teraz, to cię uciszę!!!
Wtedy wydarzyła się niezwykła rzecz. Dziewczynka zawołała:
– Tato, proszę, nie bij go!
Ojciec odwrócił się do niej i upadł na podłogę głośno płacząc. Nikt nie wiedział, że Bóg uczynił cud, bowiem dziecko od urodzenia było głuchonieme. Mężczyzna był zagniewany na Pana Boga, denerwował go – jak później mówił – nawet dźwięk dzwonów i każde słowo o Bogu. Wtedy, w tym tramwaju na Sycylii, Duch Święty przyszedł ze swoją wielką mocą uzdrowienia i wszyscy otrzymali odpowiedź, że Bóg do nas naprawdę mówi. Świadków tego wydarzenia było niewielu, ale ludzie przekazują sobie wiadomość o nim.

Niech to stanie się dla nas tematem rozważania na dzisiaj: gdziekolwiek jestem, cokolwiek czynię, gdziekolwiek podążam – Bóg wciąż przemawia. I pragnie byśmy chcieli Go usłyszeć. Ks. Jarosław Cielecki

Poprzedni tydzień
==========

Medziugorje -Maryja o różańcu

Maryja ukazuje nam różaniec jako mocną broń w walce o realizację Bożego Planu i w walce z szatanem. Prosi o odmawianie go sercem, z wiarą żywą i zaangażowaniem.

«Módlcie się jak najwięcej. Odmawiajcie przynajmniej pełny Różaniec każdego dnia.» (2.08.84)

«Zapraszajcie wszystkich ludzi do modlitwy różańcowej. Dzięki Różańcowi pokonacie wszystkie trudności, które Szatan chce sprowadzić na Kościół katolicki.

Wszyscy kapłani, odmawiajcie Różaniec, poświęćcie czas na Różaniec.» (25.06.85)

«Uzbrójcie się przeciwko Szatanowi, a zwyciężycie z różańcem w ręku.» (8.08.85)

Poprzedni tydzień
==========

Szkolny prezent dla Maryi

Każdy  odmówiony w szkole dziesiątek różańca,
to dla Maryi prezent duchowy.
Świadczy, że dana szkoła ma na życie sposób zdrowy.
Maryja w takich okolicznościach mówi  z radością  do Jezusa w niebie:

Synu! Ta modlitwa jest również dla Ciebie.
Przynoszę Ci nowe szepty różańcowe,
które dzisiaj odmówiły na ziemi w szkołach dzieci nowe!

To za grzeszników i pokój na świecie,
aby był zawsze  w zimie i w lecie.

Proszę Cię! Ześlij   na  wszystkie dzieci łaski nowe, aby były na dobre życie zawsze gotowe!
Ja im nieustannie powtarzam, że modlitwa różańcowa w szkole szczególnie Moje Serce raduje,
bo w prosty sposób drogę ludzkości do zbawienia buduje!/Z.B./



Poprzedni tydzień
==========

Odmawiała 1 dziesiątek różańca- to ją uratowało!

„W pamiętnym dniu 29 października 1998 roku, w dramatycznych okolicznościach zmarło wielu młodych mieszkańców Göteborga. Ann-Kristin ocalała i uznała to za cud. Dziś chce żyć dla innych.

"Miałam wtedy 17 lat. Był wieczór, a ja wracałam z miasta do domu. Spóźniłam się na autobus, więc poszłam na dyskotekę, która odbywała się niedaleko przystanku, na którym stałam. Bawiły się tam moje koleżanki . Dołączyłam do nich. Już po około 10 minutach ktoś wszedł na scenę i zakomunikował, że budynek się pali. Nikt nie uwierzył. Nagle jednak zgasły światła, wybuchła panika. Z każdą minutą było nam coraz trudniej oddychać. Po krótkim czasie powietrze było tak zatrute dymem, że wystarczyło wziąć trzy oddechy i człowiek umierał. Później zwalił się na nas sufit – opowiada Ann-Kristin.

Ewakuacyjna klatka schodowa zastawiona była krzesłami. To właśnie tam - jak się później okazało – został podłożony ogień. W ten sposób została odcięta jedna z dróg ucieczki. Wszyscy rzucili się do jedynego wyjścia. – Próbowałam stamtąd wyjść. Po drodze upadałam i wstawałam. Jednak za trzecim razem nie mogłam już wstać. Leżeli na mnie inni. Nie mogłam się ruszyć. Byłam świadoma tego, co się ze mną dzieje i pewna, że odchodzę z tego świata. Modliłam się wtedy do Pana Boga i prosiłam Go: "Pozwól mi jeszcze raz spotkać się z moją matką i pożegnać się z nią". Tyle spraw miałam jeszcze do rozwiązania, do naprawienia. Może wyrządziłam komuś przykrość i chciałabym przeprosić. Tak jak wtedy prosiłam Pana Boga, nie potrafiłam tego czynić ani wcześniej, ani później" – wspominała młoda kobieta.

Nagle Ann poczuła, że zrobiło się jej lekko w nogach. "Udało się zsunąć z nich buty. – Wtedy nagle ktoś złapał mnie za pas i rzucił do przodu na tłum ludzi. Nie wiem kto to był, kto mnie uratował. Nie mam pojęcia. Jacyś ludzie wyciągnęli mnie z budynku, wynieśli do karetki i odwieźli do szpitala" – opowiada. Ponieważ nie miała ze sobą żadnych dokumentów, rodzice szukali jej wszędzie, ale ona była tak zmieniona, ze w szpitalu przeszli obok niej i nie poznali. W tę noc na dyskotece było ponad trzysta osób. Na miejscu zginęły 62 osoby. Potem umarła jeszcze jedna.

"Dużo ludzi było ciężko rannych. Mieli poparzone ręce, nogi, twarze. Wielu z nich przeszło amputację kończyn. To była prawdziwa tragedia. Nagle straciłam wielu przyjaciół, ale ja przeżyłam – podkreśla Ann i dodaje: Bardzo dziękowałam Bogu za to, że przeżyłam. Myślałam wtedy o jednej bardzo ważnej rzeczy – Bóg dał mi jeszcze jedną szansę. Muszę więc to życie wykorzystać i dawać siebie innym. Muszę żyć tak, jak powinnam, bo mogłam odejść, a ktoś inny mógł przeżyć, mógł otrzymać tę szansę".

Mama Ann-Kristin zaznacza, że kilka miesięcy przed pożarem poprosiła córkę, by przystąpiła do Żywego Różańca, by codziennie odmawiała choć dziesiątek Różańca. – "Oczywiście zgodziłam się i zaczęłam codziennie odmawiać Różaniec, oddając się w opiekę Matce Bożej" – dodaje Ann. "Dwa dni przed pożarem moja mama wróciła z Ziemi Świętej i kiedy w dniu wypadku wychodziłam z domu, założyła mi na szyję łańcuszek z krzyżykiem, który wcześniej był położony na grobie Chrystusa. Czułam, że to ocaliło mi życie. Gdyby nie było mojej modlitwy i modlitwy mojej mamy, mojej rodziny, to pewnie bym nie przeżyła.

Wiele z moich koleżanek, które tak samo długo jak ja były w palącym się budynku, zmarło. Ja zaś miałam w sobie jeszcze tyle sił, by je ubierać na pogrzeb, by je odprowadzać na miejsce spoczynku. Wiem, że ta siła była z Nieba, że Bóg mi pomaga, abym ja pomagała innym, bym żyła dla nich" – kończy swoją opowieść Ann-Kristin” („Cuda i łaski Boże” nr3/2014).

 



Poprzedni tydzień
==========



Nowy Rok Szkolny 2018/2019


Kochani członkowie SzAR i szkolni sympatycy szkolnego różańca!

Z dnia na dzień, będziecie zapisywać nowe karty Roku Szkolnego 2018/19. Z pewnością szybko przyzwyczaicie się  się do rannego wstawania i na serio będziecie pracować  tzw. "pełną parą". Tak  trzeba. Jest takie powiedzenie: "Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje". Najwięcej Bóg daje na prośbę Maryi. Przynaglamy więc was do współpracy z Matką Niebieską. Odmówienie 1dz. różańca dziennie, jest najlepszą drogą do wymodlenia "znajomości" u Maryi.


Modlitewne podziękowania za minione wakacje i o

błogosławieństwo na Nowy Rok Szkolny 2018/2019:


Tobie, Panie, który pozostałeś wśród nauczycieli prawa, aby słuchać i zadawać pytania, zawierzamy nasze dzieci idące do szkół i wszystkich młodych rozpoczynających pracę zawodową, i tych wszystkich, którzy przygotowują się do sakramentu bierzmowania. Otwórz ich serca, udziel im daru mądrości. Tak jak niegdyś Ty, niech wzrastają w latach, mądrości i łasce przed Bogiem i przed ludźmi.

1.Panie, prosimy Cię za rodzinami, aby rodzice potrafili rozbudzać w swoich dzieciach pragnienie życia i miłości. By pomogli swoim dzieciom odkryć Słowo Wiary i Nadziei oraz wzrastać w wierze.

Spójrz Panie na twe dzieci!

2. Panie, prosimy Cię za dzieci i młodzież pozbawionych więzi rodzinnych, abyś przywrócił w nich miłość i zaufanie. Postaw na ich drodze dorastania tych, którzy potrafią ich zrozumieć, aby pomogli im budować życie na solidnym fundamencie wartości.

Spójrz Panie na twe dzieci!

3. Panie, prosimy Cię za dzieci i młodzież, które uczęszczają na katechezę, grupy modlitewne, duszpasterstwa. Niech będą radosnymi świadkami Twojej miłości do wszystkich ludzi, szczególnie do tych, którzy Cię nie znają.

Spójrz Panie na twe dzieci!

4. Panie, prosimy Cię za dorosłych, którzy pomagają przebywającej w różnego rodzaju ośrodkach pomocy młodzieży, za nauczycieli i wychowawców pracujących w szkołach i świetlicach trudnych środowisk, aby przyczynili się do uratowania młodych ludzi przed nałogami i patologią.

Spójrz Panie na twe dzieci!

5. Panie, prosimy Cię, abyś pokazał każdemu ochrzczonemu odnaleźć właściwą dla niego drogę życia chrześcijańskiego. Aby młodzi, powołani przez Ciebie do życia zakonnego, kapłańskiego czy świeckiego dokonali właściwego dla nich wyboru służby w Kościele.

Spójrz Panie na twe dzieci!

Panie, nasz Ojcze, prosimy się za wszystkie dzieci i młodzież. Ty znasz trudności na jakie napotykają na swojej drodze. Chroń i otwórz ich serca na Twego Ducha. Niech przyjmą Twą miłość, niech odkryją Ewangelię Twojego Syna i niech świadczą o Nim z radością. Amen

Boże Ojcze, dziękujemy Ci za te wspaniałe wakacje. Dziękujemy, za to, że teraz cali i zdrowi, a także pełni sił i zapału, wracamy w mury tej szkoły. Daj nam prosimy siłę i wytrwałość do czekającej nas nauki, abyśmy za 10 miesięcy mogli wszyscy z uśmiechem odebrać świadectwo szkolne, a także abyśmy nie zwątpili w swoje umiejętności i zdolności i na chwałę Bożą rozwijali otrzymane od Ciebie talenty.

Dodaj cierpliwości także wszystkim nauczycielom i pracownikom szkoły, by mogli nas przygotować do naszego samodzielnego życia, przez które nas prowadzisz.

Prosimy Cie także o dary Ducha Świętego, abyśmy przez ten czas ciężkiej pracy nie zapomnieli o Tobie, abyś nam Najświętszy Boże każdego dnia towarzyszył, byśmy zawsze potrafili, pełni miłości, dziękować za każdy przeżyty dzień, bo to Ty Boże jesteś naszym Ojcem.

Abyśmy pochłonięci szkolnymi obowiązkami, nie zapomnieli o rodzinie, przyjaciołach, byśmy mogli pomagać i kochać. Daj nam to, co najważniejsze - zdrowie, by wszyscy mogli szczęśliwie dotrwać do końca roku Matko Najświętsza, błagamy Cię okryj nas swoim płaszczem opieki.

Wypraszaj nam nowe łaski, tak dla nas cenne, u Boga Ojca i Twego Syna, Jezusa Chrystusa. Amen.


Wakacje z Maryją


Ostatnie Orędzie z Medziugorje, 25. sierpień 2018r.

 

„Drogie dzieci! To jest czas łaski. Dziatki, więcej się módlcie, mniej mówcie i pozwólcie Bogu, by was prowadził drogą nawrócenia. Jestem z wami i kocham was moją matczyną miłością. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie. ”






Świadectwo matki o uratowaniu dziecka przez modlitwę

różańcową

Moi Drodzy bardzo długo zwlekałam z napisaniem wam mojego świadectwa, ale dzisiaj postanowiłam to wreszcie zrobić. W ubiegłym roku mój 10 miesięczny synek poparzył się bardzo poważnie na skórze twarzy, szyi, obojczyka i brzuszka. W tamtym momencie nie zdawałam sobie jeszcze sprawy jakie poparzenie jest poważne. Wylądowałam z nim w moim szpitalu powiatowym, ale ze względu na rozległe poparzenia, a w szczególności naciski osób z mojej rodziny przewiozłam go do Kliniki Oparzeń. Kiedy tam dotarłam i usłyszałam diagnozę załamałam się- oparzenia drugiego i trzeciego stopnia, martwica skóry(czekał go przeszczep), zakażenie ran które zaatakowało już płuca…To było straszne, to było dla mnie jak wyrok…

I wiecie co się wtedy stało? Wyciągnęłam z torebki mój różaniec (w tamtym momencie można powiedzieć że byłam “letnia” w mojej wierze) i zaczęłam się modlić. Prosiłam także wszystkich którzy wtedy do mnie telefonowali o modlitwę za mojego syka, a rodziców o zamówienie mszy świętej o udaną operację (dodam, że to się działo w miesiącu październiku- miesiącu modlitw różańcowych).

Msza święta o zdrowie mojego maluszka odbyła się w niedzielę a na poniedziałek był szykowny do przeszczepu. Kiedy w poniedziałek rano lekarze zdjęli opatrunek okazało się że martwa skóra zaczęła się regenerować(zaczęła robić się ukrwiona). Postanowili założyć opatrunek i poczekać do środy co będzie dalej – z resztą skóry. W środę okazało się że kolejne miejsca zregenerowały się, więc znowu czekali dalej. W piątek po opatrunku dowiedziałam się, że w następnym tygodniu wracamy do domu…Leczenie trwało jeszcze przez rok- w tej chwili moje dziecko nie ma nawet śladu – tylko na brzuszku niewielkie bielactwo poparzeniowe, którego prawie nie widać…

Zacytuję słowa lekarza na ostatniej wizycie ”

Maluchu miałeś w niebie gwiazdę która nad tobą czuwała” na to ja powiedziałam lekarzowi “Panie doktorze ja cały czas modliłam się wtedy w szpitalu za niego” (zapomniałam dodać, że nie tylko ja), na to lekarz odpowiedział “i ma pani tutaj tego efekty! Proszę Państwa (do mnie i do mojego męża) gdyby wszystkie dzieci wyglądały tak ja wasz synek to ja dostałbym nagrodę nobla……….

Powiem wam jeszcze jedną bardzo ważną rzecz- kiedy byłam w ciąży zawierzyłam to dziecko Maryi…Potrzeba mi było tragedii mojego dziecka żeby nawrócić mnie na ścieżkę Bożą. /Matka/


Poprzedni tydzień
==========




Aniele Boży z nieba wysokiego,
pozdrów ode mnie Jezusa mojego
i opowiedz Mu wszystkie myśli moje.
Ja Go kocham nad życie swoje
i kochać nie przestanę, 
aż się do Jego Królestwa dostanę.




Filmowe transmisje z Mediugorie

Maryja co roku zbiera w Madjugorje najpiękniejsze kwiaty młodzieży z całego świata. Zapraszamy do obejrzenia 2 filmów.  Może pogłębią waszą wiarę i zachęcą do systematycznego odmawiania różańca?

Film o adresie:

https://www.youtube.com/watch?v=Ri1vlvT5dFo/festiwal-

Film o adresie:

https://www.youtube.com/watch?v=HF1nRSDDD8s&feature=youtu.be



MODLITWY O OCHRONĘ

Egzorcyzm do Świętego Michała Archanioła:

Święty Michale Archaniele, broń nas w walce; a przeciw niegodziwości i
zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył,
pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe,
które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do
piekła. Amen

Poprzedni tydzień
==========


Wspominamy Mistrzostwa Świata w piłce nożnej

„Noszę w kieszeni różaniec, ale nie traktuję go jako amuletu. Mecz lub trening staram się

rozpocząć odmówieniem choćby jednej tajemnicy” – przyznaje trener Chorwatów. Od razu

jestem spokojniejszy o wynik".

Sportowcy publicznie przyznający się do wiary nie są w dzisiejszym świecie zjawiskiem odosobnionym. Znajdziemy ich również w środowisku piłkarskim, w którym, przynajmniej w ostatnich latach, wykonywanie znaku krzyża przed wejściem na boisko stało się wręcz bardzo popularne. Rzadko jednak możemy spotkać się z tak dojrzałym świadectwem przyjaźni z Bogiem i więzi z Kościołem, jak w przypadku dwóch członków ekipy Chorwacji.

Zlatko Dalić: W pionie trzyma mnie Eucharystia!

Urodzony 52 lata temu obecny selekcjoner „Vatrenich” („Ognistych” – jak nazywają drużynę kibice), prowadzi zespół od stosunkowo niedawna, bo od jesieni ubiegłego roku. W czasach byłej Jugosławii kilkanaście lat grał w zespołach tamtejszej ligi, a następnie trenował kluby chorwackie, albańskie oraz z krajów arabskich. Do rozpoczęcia Mundialu nie był jednak zaliczany do elity najbardziej znanych selekcjonerów piłkarskich świata.

Chorwaci polubili trenera, który w kontaktach z mediami i zespołem prezentuje życzliwość, optymizm i dobry humor. Nie unika również tematów związanych z życiem osobistym i wiarą, choć najwyraźniej nie robi tego na pokaz – o duchowości i rodzinie, opowiada dopiero wtedy, gdy zostanie o to poproszony. Wówczas jednak jego refleksje zamieniają się w piękne świadectwo przyjaźni z Chrystusem.

„Wszystko, co osiągnąłem do tej pory w życiu zawodowym i osobistym, zawdzięczam nie sobie, lecz Bogu” – odpowiada prosto Zlatko Dalić na tradycyjne pytania o receptę na sukces. Trener podkreśla, że jako chrześcijanin wyznaje zasadę współpracy człowieka z Bogiem i wie, że bez solidnych treningów i pracy nie można zdawać się tylko na pomoc z góry.

Niemniej, uważa, że warto mieć świadomość, iż to, że możemy każdego dnia wyjść na boisko i grać w piłkę zawdzięczamy przede wszystkim łasce Bożej. Dalić zwraca również uwagę, że życie sportowców i chrześcijan jest dość podobne – polega na przezwyciężaniu własnych słabości, lenistwa i wygodnictwa – dotyczy to zarówno codziennych treningów i utrzymywania zdrowego trybu życia, jak też codziennej modlitwy i regularnego uczestnictwa w Eucharystii. Świadomość konieczności regularnego korzystania z sakramentów została zasiana w świadomości Zlatka już w młodości, gdy był ministrantem w rodzimej parafii w miejscowości Livno w Bośni.

„Noszę w kieszeni różaniec, ale nie traktuję go jako amuletu. Mecz lub trening staram się rozpocząć odmówieniem choćby jednej tajemnicy” – przyznaje trener. Przypomina również, że nie wyobraża sobie niedzieli bez Eucharystii, na którą idzie z żoną i dziećmi. „To niedzielna msza święta trzyma mnie w pionie, bez niej całe nasze życie nie miałoby większego sensu. To właśnie wtedy szczególnie czuję, jak Chrystus jest obecny w życiu naszej rodziny” – powiedział w rozmowie z Chorwackim Radiem Katolickim.

Mateo Kovačić: Wszystko z Bogiem!

24-letni środkowy pomocnik drużyny narodowej, mimo młodego wieku jest już cenionym zawodnikiem, mającym za sobą występy w renomowanych klubach europejskich: niegdyś Interze Mediolan, a obecnie w Realu Madryt. Kovačić jest przedstawicielem pokolenia, które dziennikarze sportowi nazywają „dziećmi wojny” – osób urodzonych w czasie krwawych konfliktów towarzyszących rozpadowi Jugosławii w latach dziewięćdziesiątych XX wieku.

Jego rodzice byli uchodźcami wojennymi z Bośni, którzy znaleźli schronienie w Austrii, gdzie przyszły piłkarz przyszedł na świat. Tam też uczęszczał do katolickiej szkoły podstawowej i średniej. Przed długi czas był ministrantem – służby przy ołtarzu nie porzucił nawet wówczas, gdy grał już w pierwszych zawodowych drużynach futbolowych. W swojej parafii poznał też narzeczoną, z którą wkrótce planuje ślub – śpiewa ona w młodzieżowej scholi.

Podobnie jak trener reprezentacji, Mateo podkreśla w wywiadach, że wszelka kariera nie jest możliwa bez głębokiego zaufania Bożemu miłosierdziu. Cechuje go niezwykła skromność, gdy często powtarza, że nie ma nawet 10 proc. umiejętności, którymi dysponuje Leo Messi.

„Bez Bożej pomocy nie jestem w stanie wiele zrobić, przed meczami modlę się, abym nie popadł w samouwielbienie” – powtarza piłkarz. Znajomi zwracają uwagę, że piłkarz regularnie uczęszcza nie tylko na niedzielną Eucharystię, ale również widywany jest w madryckich kościołach w dni powszednie. Gdy wraca na urlop do Chorwacji, często odwiedza najbardziej znane w tym kraju sanktuarium maryjne w Marija Bistrica oraz Medjugorje.

„Jestem normalnym człowiekiem, mam swoje słabości i grzechy, ale modlitwa i sakramenty to ciągła szansa na ich przezwyciężenie”– powiedział kiedyś w rozmowie z hiszpańskimi mediami.

pl.aleteia.org

Uwaga na oszustów telekomunikacyjnych -

jest ich

coraz więcej



Sieci  komórkowe w pierwszej połowie 2018r. w Polsce zanotowały ponad pół miliona połączeń wykonanych przez oszustów.

W 2016 roku oszuści próbowali naciągnąć klientów polskich telekomów na wysokie opłaty, wysyłając im 2 mln sygnałów z zagranicznych numerów. W następnym roku takich prób było już 3,6 mln, a w 2018 może być ich jeszcze więcej. Mechanizm za każdym razem jest podobny: użytkownik telefonu komórkowego otrzymuje krótkie połączenie z nieznanego numeru, a gdy oddzwoni, okazuje się, że wykonuje połączenie na zagraniczny numer, narażając się na wysokie koszty.

Oszuści stosują metodę polegającą na wysyłaniu sygnału na przypadkowo wybrane numery telefonów komórkowych, w 2018 roku już ponad pół miliona razy. Połączenia przychodzą z różnych krajów. Oprócz Kuby są też połączenia z Gwinei, Beninu, Seszeli i Dominikany. Rok wcześniej były to Tongo, Vanuatu, Czarnogóra, Nowa Gwinea, a także międzynarodowe sieci satelitarne. Ponieważ śmiałość naciągaczy jest coraz większa, operatorzy apelują o zachowanie zdrowego rozsądku przez klientów i nie oddzwanianie na nieznane numery telefonów bez ich wcześniejszego sprawdzenia.

Jeśli nie znamy numeru, jaki nam się wyświetla na telefonie, to po prostu nie oddzwaniajmy. Jeżeli mamy wątpliwość, bo rzeczywiście ktoś mógł do nas zadzwonić z zagranicy, numer można sprawdzić w internecie. Choćby na naszej stronie internetowej jest wykaz wszystkich numerów kierunkowych z zagranicy - powiedział Jabczyński.

Alarm w naszych głowach powinien się włączyć wtedy, gdy otrzymujemy połączenia z numerów o innej niż zwykle liczbie cyfr. Tych, jeśli ktoś dzwoni do nas z Polski, powinno być 9 lub 11 (z +48 na początku). Na przykład gdy numer, z którego ktoś do nas dzwoni, zaczyna się cyframi 22, wcale nie musi to oznaczać połączenia z Warszawy, ponieważ taki prefiks mają także numery z Beninu, Burkina Faso i Gambii (+22X). Dzwoniąc do tych egzotycznych krajów, musimy się liczyć z wysokimi opłatami.

Jeżeli wiemy, że nie będziemy korzystać z telefonu komórkowego w połączeniach międzynarodowych, to warto ten numer zablokować. Wystarczy telefon na infolinię. Niektóre telefony czy aplikacje mają także możliwość zdalnego samodzielnego blokowania tych numerów. Warto rozważyć taką ewentualność - dodał rzecznik Orange.



źródło: http://www.telepolis.pl/wiadomosci/uwaga-na-oszustow-telekomunikacyjnych-jest-ich-coraz-wiecej,2,3,41076.html


Poprzedni tydzień
==========

Orędzie z Medjugorje, 25. lipiec 2018r.

„Drogie dzieci! Bóg mnie wezwał, bym prowadziła was do Niego, bo

On jest waszą siłą. Dlatego wzywam was, abyście się modlili do

Niego i Jemu ufali, bo On jest waszą ucieczką od każdego zła, które

czyha i zabiera dusze daleko od łaski i radości, do której wszyscy

jesteście wezwani”.



Mediugorje - czas pielgrzymek i czas spowiedzi




Wakacyjne pytania do Maryi

Michałek: 1)Maryjo!Czy mogę być 1 tydzień bez różańca?

Odpowiedź: Dziecko kochane!! Niebo całe, czeka na różańce Twoje. bo to są różańce Twoje i moje.

2)W niedzielę, będę na dalekiej wycieczce rowerem i nie będę w kościele?

Odpowiedź: Pamiętasz to przykazanie - "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił"? Bóg bardzo poważnie stawia to zadanie. Usłysz Jego wołanie.

3)Gry komputerowe to moja pasja od rana do wieczora?

Odpowiadam: Jaki będzie twój wzrok Michałku kochany? Czy czasem w twych oczach nie powstaną rany?

4)Mama krzyczy,  że w jedzeniu moim to tylko królują słodycze, różne sztuczne gumy, napoje i lody.

Odpowiadam: Będzie cukrzyca  i podwójny brzuszek.
To są niebezpieczne dla ciebie schody.
Odrzuć te  światowe mody.


Na koniec jeszcze jedna moja rada : Nie skacz do głębokiej i zimnej wody, wszystkiego dobrze nie ocenisz, bo jesteś przecież bardzo młody.
Gdyby Ciebie woda nagle zabrała, to do końca świata rodzina Twoja by płakała.


Proś Anioła Stróża i Ducha Świętego o rady, a przestaniesz być fizycznie i duchowo blady. Ja ze swoją przyjdę  pomocą i będziesz bezpieczny zawsze, a szczególnie nocą./ZB./




Poprzedni tydzień
==========


Koronka  do Bożego Miłosierdzia wstrzymuje burze i pioruny!!

Bóg mówi do nas przez burze i pioruny!


Gdy nawiedzają nas większe lub mniejsze burze/ zwłaszcza w wakacje/, mówimy zazwyczaj, że to wynik frontu atmosferycznego napływającego np. z Afryki lub globalnego zatrucia środowiska. Czy zastanawiamy się, że jednak decydujący głos należy do Pana Boga? On przecież ten świat  stworzył i wie o nim wszystko.  Do ludzi mówi w różny sposób:

1) przez wyrzuty sumienia 2) przez niepowodzenie i cierpienia 3) przez głos Kościoła, 4) przez burze i pioruny ((Dz. 1728).

Czy my możemy wstrzymać burze i zniszczenia, które one powodują? Tak!!!Warunek jest jeden: Trzeba się bardzo gorliwie modlić, tak jak to robiła właśnie św.Faustyna.

W swoim dzienniczku zapisała:

Dziś obudziła mnie wielka burza, wicher szalał i deszcz, jakoby chmura była oberwana, co chwila uderzały pioruny. Zaczęłam się modlić, aby burza nie wyrządziła żadnej szkody. Wtem usłyszałam te słowa:

"Odmów tę koronkę, której cię nauczyłem, a burza ustanie".

Zaraz zaczęłam odmawiać tę koroneczkę i nawet jej nie skończyłam, a burza nagle ustała i usłyszałam słowa:

"Przez nią uprosisz wszystko, jeżeli to, o co prosisz, będzie zgodne z wolą moją". (Dz. 1731)

Jeżeli ludzie lekceważą napomnienia, Jezus mówi: Poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i da"ję im, czego pragną".”


Którą drogą idziemy i na co możemy liczyć?

Proponujemy przeczytanie opisu wizji św. Faustyny.

„...ujrzałam dwie drogi: jedna droga szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki, i różnych przyjemności. Ludzie szli tą drogą, tańcząc i bawiąc się
- dochodzili do końca, nie spostrzegając, że to już koniec.

Na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść;
jak szły, tak i wpadały. A była ich tak wielka liczba, że nie można było ich zliczyć.

I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami
i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli mieli łzy w oczach i różne boleści były
ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej.

A na końcu drogi był wspaniały ogród, przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia
i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o   swych cierpieniach” (Dz. 153).




Wszystkim czytającym ten opis życzymy kroczenia po tej drugiej drodze, prowadzącej do tego „wspaniałego ogrodu przepełnionego szczęściem”.

Kto się modli na różańcu ma na to szansę.  Odważnie więc bierzcie do ręki różaniec i módlcie się przynajmniej 1 dz.  różańca dziennie, a gdy będzie się zbliżała burza, to pomódlcie się również  z mamą,Koronką do Bożego Miłosierdzia.

Na końcu tego tematu dołączamy jeszcze jedne słowa św. Faustyny do przeanalizowania:

Gdy się zbliżała wielka burza, zaczęłam odmawiać tę koroneczkę. Wtem usłyszałam głos Anioła: Nie mogę się zbliżać w burzy, gdyż jasność wychodząca z ust jej (tj.Faustyny)odtrąca mnie i burzę - żalił się anioł Bogu.

Wtem poznałam, jak wielkiego spustoszenia miał dokonać przez tę burzę, lecz również poznałam, że miła była Bogu modlitwa ta i jak wielka jest moc tej koroneczki. (Dz. 1791)

Poprzedni tydzień
==========



Chorwaccy piłkarzy mocno wierzą w Boga!

 

Sportowcy publicznie przyznający się do wiary nie są w dzisiejszym świecie zjawiskiem odosobnionym. Znajdziemy ich również w środowisku piłkarskim, w którym, przynajmniej w ostatnich latach, wykonywanie znaku krzyża przed wejściem na boisko stało się wręcz bardzo popularne. Rzadko jednak możemy spotkać się z tak dojrzałym świadectwem przyjaźni z Bogiem i więzi z Kościołem, jak w przypadku dwóch członków ekipy Chorwacji.


Zlatko Dalić: W pionie trzyma mnie Eucharystia!

Urodzony 52 lata temu obecny selekcjoner „Vatrenich” („Ognistych” – jak nazywają drużynę kibice), prowadzi zespół od stosunkowo niedawna, bo od jesieni ubiegłego roku. W czasach byłej Jugosławii kilkanaście lat grał w zespołach tamtejszej ligi, a następnie trenował kluby chorwackie, albańskie oraz z krajów arabskich. Do rozpoczęcia Mundialu nie był jednak zaliczany do elity najbardziej znanych selekcjonerów piłkarskich świata.

Chorwaci polubili trenera, który w kontaktach z mediami i zespołem prezentuje życzliwość, optymizm i dobry humor. Nie unika również tematów związanych z życiem osobistym i wiarą, choć najwyraźniej nie robi tego na pokaz – o duchowości i rodzinie, opowiada dopiero wtedy, gdy zostanie o to poproszony. Wówczas jednak jego refleksje zamieniają się w piękne świadectwo przyjaźni z Chrystusem.

„Wszystko, co osiągnąłem do tej pory w życiu zawodowym i osobistym, zawdzięczam nie sobie, lecz Bogu” – odpowiada prosto Zlatko Dalić na tradycyjne pytania o receptę na sukces. Trener podkreśla, że jako chrześcijanin wyznaje zasadę współpracy człowieka z Bogiem i wie, że bez solidnych treningów i pracy nie można zdawać się tylko na pomoc z góry.

Niemniej, uważa, że warto mieć świadomość, iż to, że możemy każdego dnia wyjść na boisko i grać w piłkę zawdzięczamy przede wszystkim łasce Bożej. Dalić zwraca również uwagę, że życie sportowców i chrześcijan jest dość podobne – polega na przezwyciężaniu własnych słabości, lenistwa i wygodnictwa – dotyczy to zarówno codziennych treningów i utrzymywania zdrowego trybu życia, jak też codziennej modlitwy i regularnego uczestnictwa w Eucharystii. Świadomość konieczności regularnego korzystania z sakramentów została zasiana w świadomości Zlatka już w młodości, gdy był ministrantem w rodzimej parafii w miejscowości Livno w Bośni.

„Noszę w kieszeni różaniec, ale nie traktuję go jako amuletu. Mecz lub trening staram się rozpocząć odmówieniem choćby jednej tajemnicy” – przyznaje trener. Przypomina również, że nie wyobraża sobie niedzieli bez Eucharystii, na którą idzie z żoną i dziećmi. „To niedzielna msza święta trzyma mnie w pionie, bez niej całe nasze życie nie miałoby większego sensu. To właśnie wtedy szczególnie czuję, jak Chrystus jest obecny w życiu naszej rodziny” – powiedział w rozmowie z Chorwackim Radiem Katolickim.

Mateo Kovačić: Wszystko z Bogiem!

24-letni środkowy pomocnik drużyny narodowej, mimo młodego wieku jest już cenionym zawodnikiem, mającym za sobą występy w renomowanych klubach europejskich: niegdyś Interze Mediolan, a obecnie w Realu Madryt. Kovačić jest przedstawicielem pokolenia, które dziennikarze sportowi nazywają „dziećmi wojny” – osób urodzonych w czasie krwawych konfliktów towarzyszących rozpadowi Jugosławii w latach dziewięćdziesiątych XX wieku.

Jego rodzice byli uchodźcami wojennymi z Bośni, którzy znaleźli schronienie w Austrii, gdzie przyszły piłkarz przyszedł na świat. Tam też uczęszczał do katolickiej szkoły podstawowej i średniej. Przed długi czas był ministrantem – służby przy ołtarzu nie porzucił nawet wówczas, gdy grał już w pierwszych zawodowych drużynach futbolowych. W swojej parafii poznał też narzeczoną, z którą wkrótce planuje ślub – śpiewa ona w młodzieżowej scholi.

Podobnie jak trener reprezentacji, Mateo podkreśla w wywiadach, że wszelka kariera nie jest możliwa bez głębokiego zaufania Bożemu miłosierdziu. Cechuje go niezwykła skromność, gdy często powtarza, że nie ma nawet 10 proc. umiejętności, którymi dysponuje Leo Messi.

„Bez Bożej pomocy nie jestem w stanie wiele zrobić, przed meczami modlę się, abym nie popadł w samouwielbienie” – powtarza piłkarz. Znajomi zwracają uwagę, że piłkarz regularnie uczęszcza nie tylko na niedzielną Eucharystię, ale również widywany jest w madryckich kościołach w dni powszednie. Gdy wraca na urlop do Chorwacji, często odwiedza najbardziej znane w tym kraju sanktuarium maryjne w Marija Bistrica oraz Medjugorje.

„Jestem normalnym człowiekiem, mam swoje słabości i grzechy, ale modlitwa i sakramenty to ciągła szansa na ich przezwyciężenie”– powiedział kiedyś w rozmowie z hiszpańskimi mediami.

pl.aleteia.org

Poprzedni tydzień
==========




Podziękowanie

Dziękuję Ci Boże  za wszystkie szczęśliwe dni w szkole
i za upragnione wakacje po długim mozole.
Dziękuję za wszystkie udane klasówki i za cały szczęśliwy rok szkolny,
teraz jestem na pewien czas od problemów wolny.

Dziękuje za moją wychowawczynię,
co nieraz do nas gorzkie słowa kierowała,
ale w rzeczywistości, zawsze rację miała.

Dziękuję za dobrych kolegów i koleżanki
i za gole strzelone do szkolnej bramki.

Dziękuję za pana od wychowania fizycznego
i jego ćwiczenia ogólnorozwojowe,
dzięki któremu moje mięśnie są do wysiłku stale gotowe.
Nie garbię się wcale, bo rady nauczyciela realizuję stale.

Dziękuję za panią od matematyki,
dzięki niej umiem dzielić i mnożyć bez komputera,
a przecież jest to nowa era.

Dziękuję za panią katechetkę co o różańcu stale przypominała
i otuchy do dobrego życia dodawała.

Wszystkim dziękuję, że mnie akceptowali
i w trudnych chwilach otuchy dodawali.

Nie było by takich podziękowań, gdyby nie twa łaska Wielki Boże,
dzięki niej przeszedłem szczęśliwie przez dni pustyni i morze. /Z.B./

Poprzedni tydzień
==========



Pomódl się razem ze św. Faustyną Kowalską:


Poprzedni tydzień
==========


 


Maryja pomoże

Maryja przez Internet do modlitwy budzi

i tą drogą  przyjmuje prośby i pozdrowienia ludzi.

Na Jej wołanie, cały Dwór Niebieski jest gotowy

i staje do naszej obrony.

Jeśli różańcowe modlitwy tam w niebie od nas mają,

to Bogu sprawy młodych przedstawiają.

Niebo obsypuje nas wtedy łaskami bez miary,

bo widzi jak rozwijamy  różańca sztandary.

Nie groźne są wtedy dopalaczy chmury,

bo Maryja zburzy złego ducha mury.

Postawi swoje piękne ekrany,

na których Bóg będzie uwielbiany.

Niech się odradza   młode pokolenie przez różaniec,

przecież wiecie, że to Maryi szaniec. ZB



 

Poprzedni tydzień
==========



Codziennie odmawiajcie modlitwę do Anioła Stróża! Bóg wtedy szczególnie strzeże.




Opowieść Jerzego

Byłem młodym, dobrze zapowiadającym się studentem psychologii. Miałem też swoją pasję, jaką była siatkówka. Mój dzień wypełniony był nauką i treningami. Miałem też dziewczynę, z którą planowałem przyszłe życie. Po ludzku patrząc, byłem szczęśliwym człowiekiem. Wakacje spędzałem w górach lub nad morzem razem z moją dziewczyną Edytą. Często wyjeżdżałem również na zgrupowania drużyny, na których trenowaliśmy przed kolejnymi meczami.

Na jednym z takich zgrupowań uległem poważnemu wypadkowi. Doznałem złamania szyjki kości udowej, i to z przemieszczeniem. Musiałem iść na długi czas do szpitala. Leżałem unieruchomiony z nogą na wyciągu, co w zderzeniu z moim dotychczasowym, bardzo aktywnym trybem życia, było dla mnie prawdziwą męką. Wiele trudności i upokorzeń kosztowało mnie także to, że nie mogłem być samodzielny. Musiałem prosić innych o pomoc w podstawowych sprawach.

Edyta odwiedzała mnie najczęściej jak mogła, ale mnie krępowały te wizyty. Nie chciałem, żeby widziała, jak muszę prosić o basen, jak piję ze specjalnego kubeczka, jak nie potrafię się sam przebrać.

- Nie martw się - mówiła Edyta - wszystko będzie dobrze. Nie jesteś sam, masz przecież mnie.

Aleja nie byłem dla niej równie miły. Stałem się małomówny i opryskliwy. Wydawało mi się, że Edyta lituje się nade mną, a tego nie chciałem za żadne skarby świata.

Pewnego dnia, gdy jak zawsze poprawiała mi poduszkę i pomagała zmienić bluzę od piżamy

powiedziałem:

- Wiesz, nie przychodź już więcej do mnie. Nie chcę twojej litości.

- Ależ Jurku - prosiła Edyta - przecież ja cię kocham, nie odtrącaj mojej pomocy.

- Przecież wiem, że wolałabyś być teraz gdzieś nad morzem czy jeziorami, niż niańczyć

kalekę w szpitalu.

- Każdemu może zdarzyć się choroba - przekonywała mnie moja dziewczyna.

- Ale nie mnie... - odpowiadałem butnie i odwracałem głowę.

Tak więc Edyta ograniczyła wizyty w szpitalu tylko do niedziel, ale i wtedy nie traktowałem jej uprzejmie. Zauważyła to moja mama, która bardzo Edytę lubiła, i powiedziała pewnego razu:

- Jureczku, dlaczego ją tak traktujesz? Nie odpłacaj złem za dobro, bo możesz ją stracić.

- Ja już nikomu nie jestem potrzebny. Po co jej kaleka?

- Jeszcze wrócisz do zdrowia - przekonywała mnie mama.

- Może tak, a może nie – odpowiedziałem - ale nie chcę, żeby Edyta widziała mnie w tym stanie.

- To jest brak pokory - powiedziała mama i miała rację, ale ja wtedy uważałem zupełnie inaczej.

Edyta odsunęła się ode mnie, nie chciała się narzucać. Przesyłała mi tylko przez mamę kurtuazyjne pozdrowienia. Mama mówiła, że dziewczyna cierpi. Ja też cierpiałem, ale nie przyznawałem się do tego. Leżałem więc i rozczulałem się nad swoim losem. Byłem unieruchomiony, obolały i nie było przy mnie Edyty.

I właśnie wtedy do Arka, mojego sąsiada dzielącego szpitalną niedolę, przyszła grupa młodzieży z oazy. Byli weseli, rozgadani - normalni młodzi ludzie. Nigdy nie zapomnę swojego zdumienia, gdy jedna z dziewcząt wyciągnęła różaniec i powiedziała:

- Teraz pomodlimy się za wszystkich chorych z tego pokoju, aby Matka Boża ich uzdrowiła. Zapraszamy i pana do tej modlitwy - zwróciła się do mnie.

Czułem się niepewnie, byłem bardzo zmieszany. Musiałem się w duchu przyznać, że nie modliłem się dawno. Zdawało mi się, że jestem za poważny na klepanie wyuczonych kiedyś modlitw. Edukację religijną skończyłem na bierzmowaniu w ostatniej klasie podstawówki. Później chodziłem do kościoła w Boże Narodzenie, czasem w Wielkanoc, w niedzielę raczej rzadko, a w dni powszednie nigdy.

Bardziej z uprzejmości niż z przekonania powtarzałem ze wszystkimi drugą część modlitwy „Zdrowaś Mario". Oazowicze przychodzili do Arka często i za każdym razem odmawiali różaniec.

Przyznam szczerze, że przed ich przyjściem, na myśl o modlitwie różańcowej ogarniała mnie radość i spokój. Młodzi odwiedzali Arka jeszcze przez trzy tygodnie, aż do jego wyjścia ze szpitala.

Zostałem na sali sam. Nie mogłem już czekać na wspólną modlitwę, było mi smutno. Wtedy poprosiłem mamę, żeby przyniosła mi z domu różaniec. Była bardzo zdziwiona, ale spełniła moją prośbę.

- Czy ty się umiesz modlić na różańcu, synku? - zapytała - Bo muszę przyznać ze skruchą, że nigdy cię tego nie uczyłam.

- Umiem, mamo - odparłem - od niedawna - i opowiedziałem jej o moim doświadczeniu z modlitwą różańcową.

Mój pobyt w szpitalu dobiegł końca. Znowu mogłem chodzić, tylko na razie nie było mowy o treningach. Z powodu długiej przerwy w nauce musiałem wziąć urlop dziekański.

Siedząc w domu i chodząc na rehabilitację, myślałem o swoim życiu - o ciągłym zabieganiu, o braku czasu na refleksję, o krzywdzie, jaką wyrządziłem Edycie, i o Bogu. Pytałem Go, czego ode mnie oczekuje. Długo nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Kiedyś w tramwaju spotkałem Arka, którego poznałem w szpitalu. Zauważyłem, że nosi koloratkę.

- Jestem klerykiem - powiedział, widząc moje zdziwienie - na czwartym roku teologii.

- Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? - zapytałem z wyrzutem.

- Wszystko, co się wtedy działo, było dla ciebie nowe. Gdybym ci powiedział, uznałbyś to za moralizatorstwo - odpowiedział, a ja przyznałem mu w duchu rację.

Wymieniliśmy numery telefonów. Potem, kiedy tylko Arek miał czas, spotykaliśmy się na długie rozmowy o Bogu, człowieku, powołaniu. W następnym roku zaprosił mnie do katedry na uroczystość święceń kapłańskich.

Było to dla mnie wielkie przeżycie. Już wiedziałem, czego szukam w życiu. Zabrałem dokumenty z uniwersytetu i złożyłem je w Wyższym Seminarium Duchownym. Dzisiaj jestem kapłanem. Z Arkiem, a raczej księdzem Arkadiuszem, łączy mnie szczera przyjaźń. Otrzymałem też i tę łaskę, że w wolnych chwilach grywam w siatkówkę, tak dla przyjemności, a nie dla osiągnięć sportowych. Teraz już wiem na pewno, że odnalazłem swoją drogę z pomocą modlitwy różańcowej. To Matka Boża Różańcowa odmieniła moje życie i Jej to życie ofiarowałem.

Za: http://liturgia.wiara.pl



Poprzedni tydzień
==========






Duchu Święty – natchnij mnie, Miłości Boża pochłoń mnie, na właściwą drogę – zaprowadź mnie.
Maryjo Matko, spojrzyj na mnie z Jezusem błogosław mnie.
Od wszelkiego złego, od wszelkiego złudzenia, od wszelkiego niebezpieczeństwa, zachowaj mnie. Amen.



Przykład do naśladowania





O Duchu Święty, duszo mej duszy, uwielbiam Ciebie, oświecaj, prowadź, umacniaj i pocieszaj mnie, pouczaj, co mam czynić, rozkazuj mi. Poddaję się chętnie wszystkiemu, czego ode mnie zażądasz, pragnę wszystko przyjąć, co na mnie dopuścisz, daj mi tylko poznać Twoją świętą wolę. Amen.

Cicha obecność

świadectwo Kasi

Patrząc dzisiaj na moje życie, jestem pewna, że Bóg zawsze był w nim obecny, że kochał mnie i że za mną tęsknił.

Pochodzę z rodziny praktykującej, co niedzielę chodziłam do kościoła razem z rodzicami. Mama nauczyła mnie modlitw, jednak w domu nigdy nie rozmawialiśmy o Bogu, nigdy nie myślałam o Nim jako o żywej Osobie, Która chce uczestniczyć w moim życiu.

Bardzo wcześnie pojawiły się w moim życiu grzechy związane z nieczystością, które przez długie lata mnie zniewalały. Nie potrafiłam sobie z nimi sama poradzić. W tym czasie często zdarzało mi się czuć jak w zamkniętym, ciasnym pomieszczeniu, z którego nie mogłam się wydostać, jakby brakowało mi powietrza.

W gimnazjum poznałam dziewczynę, która od dziecka była we wspólnocie przy parafialnej. Czułam ogromne pragnienie, by doświadczyć czegoś podobnego. Dlatego, gdy w mojej parafii usłyszałam zaproszenie na spotkania grupy młodzieżowej- poszłam na nie.

Dziś jestem pewna, że to Jezus był tym powietrzem, bez Którego nie mogłam oddychać, nie mogłam być szczęśliwa. Widzę, jak przemienił moje życie: uwolnił mnie od lęków, od zamknięcia w sobie, nieśmiałości. Jestem pewna Jego Miłości.

Wierzę, że Bóg zaprasza także Ciebie do wspólnoty, w której będziesz wzrastać w wierze i prawdziwej relacji z Bogiem.

Kasia



Poprzedni tydzień

==========



"Chwalcie łąki umajone, góry doliny zielone, chwalcie cierniste gaiki, źródła i kręte strumyki.

Chwalcie z nami Panią Świata, niech dłoń nasza wieniec splata".

Kochamy Cię Maryjo! Maryjo!

Pobłogosław wszystkim czytającym te słowa!


Poprzedni tydzień
==========

Maryja  - Medziugorje:

Proszę was, byście mieli w waszych domach więcej przedmiotów poświęconych. I niech każdy z was nosi je przy sobie. Poświęćcie wszystkie rzeczy, wówczas szatan będzie was mniej kusił, bo będziecie mieli broń przeciw niemu.

W momencie śmierci zdajemy sobie sprawę z oddzielenia ciała od duszy. Błędem jest mówienie ludziom, że rodzimy się wielokrotnie. Idziemy do nieba z pełną świadomością, taka, jaką mamy obecnie.

Gdy idziemy na Mszę Świętą, od wyjścia z domu, wasza droga powinna być czasem przygotowania się do Eucharystii. Przed Mszą Świętą, trzeba się modlić do Ducha Świętego.

Drogie dzieci, dzisiaj wzywam was szczególnie teraz, żebyście występowali przeciwko szatanowi przy pomocy modlitwy. Drogie dzieci, załóżcie zbroję do walki i z różańcem w ręku, pokonajcie go.

Wszystkie wasze modlitwy bardzo mnie wzruszają, szczególnie wasz codzienny różaniec.

Wzywam wszystkich księży, zakonników i zakonnice, żeby odmawiali różaniec i uczyli odmawiać go innych. Różaniec jest mi szczególnie drogi.



Poprzedni tydzień
==========





Módlcie się na różańcu

Gdy spytano małą Hiacyntę, o co najbardziej prosiła Matka Boża podczas fatimskich objawień, odpowiedziała: „O codzienne odmawianie różańca”. Przypomniał o tej prośbie Matki Bożej Ojciec Święty Jan Paweł II podczas pobytu w Fatimie 13 maja 1982 r. mówiąc, że najistotniejszą treścią fatimskiego orędzia jest wezwanie aby „modlić się, modlić się i jeszcze raz modlić się”. Jeżeli chcesz wzrastać w świętości, uciekaj się pod opiekę Maryi Dziewicy, która jest twoją prawdziwą Mamą!

Matka Boża objawiając się w Fatimie, przyszła do nas, Jej ukochanych dzieci, aby ostrzec i uchronić przed wielkim niebezpieczeństwem utraty życia wiecznego. Pierwszym krokiem w kierunku piekła jest zaniedbanie modlitwy. Jeżeli ktoś przestanie się modlić, bardzo szybko utraci wiarę i stanie się bezwolnym narzędziem w rękach sił zła. Zaprzestanie modlitwy prowadzi do utraty wiary i zniewolenia przez różnego rodzaju grzechy. Kto się nie modli, nie ma siły, by obronić się przed działaniem diabła, który „ jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć” (1P 5,8). Dlatego Maryja w Fatimie daje nam broń do ręki w walce z siłami zła i mówi:

Jestem Panią Różańca. Przyszłam ostrzec wiernych, aby poprawili się i błagali o przebaczenie grzechów. Nie wolno im więcej obrażać Pana Boga, ponieważ jest już zbyt ciężko obrażany grzechami ludzi. Ludzie muszą odmawiać różaniec. Niech odmawiają go każdego dnia.

W obecności 70 tysięcy ludzi Maryja odchyliła swymi dłońmi promienie słoneczne. Łucja instynktownie wskazała na słońce i krzyknęła do ludzi: „Spójrzcie na słońce!”, które zaczęło wirować jak ogniste koło i zbliżać się do ziemi, rzucając promienie kolorowego światła. Wydawało się, że nastąpi kosmiczna katastrofa zderzenia słońca z ziemią. Zgromadzeni ludzie, wśród których byli dziennikarze głównych portugalskich gazet, wielu ateistów i masonów, ludzi wykształconych i prostych, osób z różnych klas społecznych, wszyscy stali oniemiali jak małe dzieci. Dla potwierdzenia prawdziwości objawień, Bóg dokonał niezwykle spektakularnego cudu w przepowiedzianym czasie i miejscu. Był to od czasu zmartwychwstania Chrystusa „najbardziej oczywisty i największy cud w historii”, powiedział naukowiec Pio Sciatizzi, który był świadkiem tego wydarzenia. Ateiści na widok tego cudu słońca, przeżyli duchowy wstrząs i nawrócenie. Matka Boża w Fatimie prosi i błaga nas abyśmy odwrócili się od grzechów i każdego dnia modlili się na różańcu, ponieważ jest to niezwykle skuteczna „broń” w walce z szatanem.

Matka Teresa z Kalkuty często przypominała ludziom: „Odmawiajcie różaniec codziennie i uczcie innych go odmawiać”. Kamery telewizyjne zarejestrowały, że kiedy senator Robert Kennedy został śmiertelnie raniony przez zamachowca, jego ostatnim ruchem było sięgnięcie do kieszeni, wyjęcie różańca i przytulenie go do swego serca.

Gdzie można odmawiać różaniec? Gdziekolwiek: spacerując, prowadząc samochód, pracując, orząc pole. Gdy nie możesz spać, odmawiaj różaniec polecając Maryi wszystkie swoje kłopoty i problemy. Skuteczności wstawiennictwa Maryi doświadczyli wszyscy, którzy powierzyli Jej całe swoje życie oraz wszystkie troski, radości i problemy. Za przyczyną Matki Bożej nawracali się najbardziej zatwardziali grzesznicy i niejedna letnia dusza została wyniesiona do wielkiej cnoty i świętości.


Poprzedni tydzień
==========

Wschodnie sztuki walki

Czy wschodnie sztuki walki są sprzeczne z chrześcijaństwem? Takie pytanie zadawano stosunkowo niedawno przechodniom na Starym Mieście w Warszawie. 14% odpowiedziało, że tak, a 74% że nie. Jak jest naprawdę?

Wschodnie sztuki walki są ściśle związane z duchowością Wschodu, której nie można pogodzić z chrześcijaństwem. Najstarsze szkoły tej sztuki wywodzą się z dwóch środowisk: z buddyjskiej sekty Cz’an (Zen), której celem było doskonalenie ducha i ciała poprzez medytację i ćwiczenia fizyczne, oraz z klasztorów taoistycznych, gdzie oddawano cześć bożkom i przez praktyki seksualne dążono do zapewnienia sobie nieśmiertelności. Szkoły taoistyczne mocno podkreślały czerpanie energii z kosmosu i poznawanie sił wszechświata. Pod wpływem tych szkół powstawały nowe sposoby walki:

karate, jujitsu, aikido, tae kwon do i inne.

Żadnego z nich nie można oddzielać od wschodnich pojęć o życiu, śmierci, Bogu itd., tak jak nie można oddzielić kwiata od korzenia. Mnich buddyjski i mistrz karate Ron Taganashi mówi: „Ludzie zapomnieli, że walki Wschodu to religia. Przychodzi się do szkoły kilka razy w tygodniu po dwie godziny, spędzając w niej więcej czasu niż kiedykolwiek w kościele. Robimy to religijnie. Istotą sztuk walki jest duchowy wymiar. Karate jest wymiarem buddyzmu, jego aspektem fizycznym, bramą do duchowego oświecenia”. A wielki autorytet w dziedzinie wschodnich sztuk walki Leo Ching Wong mówi: „Aby opanować sztukę walki, trzeba zrozumieć jej filozofię. Bez jej ducha ciało jest bezużyteczne”. Bardzo ważnym elementem tej filozofii jest pojęcie energii kosmicznej, która jest przyczyną wszechświata, która go wypełnia, i która składa się z dwóch przeciwstawnych sił: yin (siła destrukcyjna) oraz yang (siła twórcza). W tej filozofii nie ma miejsca na stwórcze działanie Boga i na nieśmiertelną duszę.

O tym powinni wiedzieć młodzi ludzie, którzy się uważają za chrześcijan, a także rodzice, którzy zapisują dzieci na ćwiczenia walk wschodnich: są one szkodliwe dla chrześcijanina.

Ks. Dominik Chmielewski - Wojownik Maryi




Świadectwo

Całe moje życie związane było ze sztukami walki - to był priorytet mojego życia. Medytowałem po dwie godziny dziennie zen, jogę - ćwicząc trzy razy dziennie mentalnie i fizycznie karate. W wieku 21 zostałem dyrektorem ds. karate w Polskim Związku Sztuk Walki w Bydgoszczy i mając stopień 3 dan szkoliłem ludzi w bojowej odmianie karate. Studiując  wtedy teologię i filozofię napisałem pracę licencjacką nt. możliwości synkretyzmu filozofii Dalekiego Wschodu z chrześcijaństwem, za którą otrzymałem stopień bardzo dobry. Był to czas, kiedy religia dopiero wchodziła do szkół i poproszono mnie, abym wykładał w jednej z nich religię. Zgodziłem się. Prowadziłem już wtedy szkolenia w dwóch prywatnych szkołach walki, które jak na tamte czasy dawały mi duże możliwości finansowe. To niesamowicie ładowało moje ego. Na imprezach, na dyskotekach, gdzie się zjawiałem, mówili za mną: "Patrz, to jest ten karateka, który strasznie napie......". Z perspektywy czasu widzę, że było to żenujące, ale wtedy "jarało" mnie to strasznie... I w tamtym czasie zacząłem wchodzić w bardzo konkretną decyzję poświęcenia się na całe życie wschodnim sztukom walki. Chciałem wyjechać na Okinawę i trenować przez całe życie pod okiem wielkich okinawańskich mistrzów. Wiedziałem, że wyjazd ten będzie łączył się z bardzo konkretną inicjacją w sztukach walki, którą można porównać do chrztu w chrześcijaństwie. Polega ona na oddaniu swojego całego umysłu i ciała duchowi karate na całe życie, a jest to duch buddyzmu, duch walczącej agresji, mimo całego nacisku na obronę w technikach walki...

Moja rodzina jest bardzo wierząca. Mieliśmy taki zwyczaj codziennego wspólnego odmawiania dziesiątki różańca. Ja sam nie zauważałem jeszcze wtedy pewnej zdumiewającej rzeczy - było mi coraz trudniej skupić się na modlitwie. Chodziłem co niedzielę na Mszę Świętą, ale mój umysł zupełnie nie był w stanie skupić się na Eucharystii. Z drugiej strony mogłem np. przez godzinę bez trudu medytować zen w zupełnym odprężeniu i ciszy, skupiając się na energiach, które krążyły w moim ciele. Dopiero potem, gdy doświadczyłem Ducha Świętego, zrozumiałem, że są to dwie zupełnie różne moce, które w nas działają. Nie jest prawdą, że Bóg Jedyny i Prawdziwy jest wierzchołkiem góry i różne ścieżki duchowe do Niego prowadzą. Ale  trzeba samemu tego doświadczyć.

W tym czasie działałem także w odnowie charyzmatycznej jako animator muzyczny. Pewien znajomy ksiądz zaprosił mnie do Medjugorie. Mówił, że są tam jakieś objawienia Matki Bożej i tak dalej... Zaraz do tego wrócę, muszę Wam się jednak najpierw do czegoś przyznać. Miałem wielkie problemy, aby przyjść na ten świat - by się urodzić. Moja mama poroniła pierwsze dziecko i gdy była ze mną w stanie błogosławionym, bardzo przeżywała to, czy się urodzę. W którymś miesiącu ciąży okazało się na podglądzie, że jestem owinięty pępowiną w taki sposób, że jeśli będę chciał wyjść z łona mamy, to się uduszę. Lekarze byli bezradni i nie wiedzieli, co zrobić. Wtedy moja mama bardzo gorąco zaczęła modlić się do Matki Bożej i powiedziała Jej z całą świadomością, że oddaje mnie Jej na własność, że Maryja może zrobić ze mną co chce, bylebym tylko się urodził. Jak się wkrótce okazało, pępowina "nie wiedzieć czemu" cudownie pękła - ku zdziwieniu lekarzom... a ja przepięknie urodziłem się - tak, że nie tylko się nie udusiłem, ale urodziłem się cały i zdrowy.

Wracając do Medjugorie. Kiedy tam przyjechaliśmy - ja i moich dwóch kolegów, z którymi przyjechałem, też związanych ze sztukami walki, przeraziliśmy się intensywnością programu. W domu miałem problemy z odmówieniem jednej dziesiątki, a tam miałem odmawiać całe 3 części różańca! A dodatkowo jeszcze Msza Święta, modlitwa o uzdrowienie, modlitwa o uwolnienie... No ale, jak już jesteśmy - pomyślałem - to idziemy... Rzeczą, która najbardziej zdumiała mnie na początku było to, że w Medjugorie te modlitwy, które mówisz w domu i ciebie nudzą, tam odmawiasz z lekkością, z radością, z życiem. Postanowiłem jednak być człowiekiem bardzo chłodnym i analitycznym w odbieraniu tego miejsca. Nie chciałem poddać się sugestiom innych ludzi dotyczących dziejących się tam nadprzyrodzonych wydarzeń.

Na drugi dzień okazało się, że jesteśmy zaproszeni na górę Podbrdo, na objawienie się Matki Bożej. Przybyło nas tam ze 2 tys. osób. Dopchałem się z kolegami do krzyża, przy którym objawia się Maryja, by być jak najbliżej tego niezwykłego wydarzenia. Była godz. 21:30, cudowny klimat, ludzie rozmodleni, śpiewy uwielbiające Jezusa... Nagle zorientowałem się, że stoję blisko Iwana - jednego z widzących. Jeszcze pamiętam, jak odezwałem się wtedy do kolegów: "Patrzcie, to jest doskonały zen. Tak powinniśmy medytować, w takim skupieniu, jak ten koleś tutaj...".

Około godz. 22:30 stało się… Ivan nagle zerwał się, klęknął, podniósł głowę i zaczął z kimś rozmawiać. Wszedł w ekstazę. Kapłan, który był przy nim, wziął mikrofon i powiedział, że właśnie Matka Boża przyszła i jest już wśród nas. Wszyscy uklęknęli, ja miałem przed tym opory i nie chciałem uklęknąć, starałem się to wszystko analizować bardzo sceptycznie i na spokojnie. I w pewnym momencie coś się stało. Przyszła do mnie  niesamowita fala takiej czułości i takiego szczęścia, że moje ciało, moje emocje, wszystko zaczęło się we mnie totalnie wywracać. Zacząłem płakać jak dziecko. To doświadczenie mocy było zupełnie inne od tego, które uzyskiwałem przez medytację po 15 latach treningu. Była to odczucie... najbardziej niezwykłej kobiety. Bardzo delikatna, bardzo subtelna i łagodna  moc płynąca od Najpiękniejszej Dziewczyny we Wszechświecie. Rozwaliło mnie to zupełnie. Czułem, jakby mnie Ktoś przytulał, modlił się nade mną i szeptał prosto do serca, jak bardzo jestem kochany… Trwało to około 15 minut, po czym widzący wstał, wziął mikrofon i zaczął opowiadać o tym, co Matka Boża mówiła, jak wyglądała...

Wtedy runął mi zupełnie obraz Maryi, który miałem wcześniej. Wcześniej wyobrażałem Ją sobie siedzącą na tronie, z berłem i Dzieciątkiem na ręku, patrzącą gdzieś z daleka na ten świat, jako kogoś bardzo dalekiego ode mnie. Mówiło się zdrowaśki do Matki Bożej, ale tak naprawdę zupełnie Jej nie odczuwałem. A tu słyszę, że Maryja wygląda mniej więcej na 17-18 lat, ma około 164 cm wzrostu, niebieskie oczy, kruczoczarne włosy, jest niezwykle delikatna, ale moc, która płynie z Niej, z Jej spojrzenia jest niesamowita. Szczególnie Jej oczy są niesamowite. Widzący nie wpadają w ekstazę z faktu, że widzą Matkę Bożą, tylko z olbrzymiego przeżycia w zobaczeniu, jak Ona wygląda. Ivan mówi, że nazywa Ją piękną, ale to słowo w stosunku do Niej nic nie znaczy. Trzeba Ją zobaczyć, by zrozumieć. Jej piękno nie jest stąd, nie jest z tego świata! Mówi, że nigdy nie widział piękniejszej Dziewczyny. Ona jest taka delikatna i taka piękna! Inna z widzących mówiła to samo, że nie może znaleźć  słów, by opisać Jej piękno, gdyż nie ma takiego piękna na ziemi. Nie ma żadnej osoby, która by Ją przypominała. Ona jest zawsze piękniejsza. Gdy jest się przy Niej, ma się chęć tylko płakać ze szczęścia...

Napisałem później pracę licencjacką o objawieniach Matki Bożej w chrześcijaństwie. Okazało się, że w ciągu tych 2000 lat wszyscy widzący Maryję widzieli praktycznie to samo - najpiękniejszą nastolatkę świata o urodzie i piękności takiej, że niemożliwe jest opisanie Jej opisanie. Patrząc na Maryję człowiek całkowicie wymięka. Kto odkrył Maryję naprawdę, ten odkrył promieniowanie Jej niesamowitej czułości i miłości, delikatności połączonej z niesamowitą mocą i wolą walki z szatanem. Taka jest Maryja z Nazaretu, Największa Wojowniczka Boga. Gdziekolwiek Ona się pojawi, szatan jest miażdżony.

Po tym objawieniu ludzie padali sobie w ramiona. Zapanowała wielka radość i pokój. W tym stanie uniesienia ludzie zaczęli wracać do swoich kwater, a ja, wstrząśnięty, postanowiłem sobie usiąść jeszcze przy tym kamieniu, pod krzyżem. Tam powiedziałem Maryi:

"Jeśli to wszystko, co tutaj się dzieje, jest prawdą, a nie tylko moim emocjonalnym rozchwianiem, to proszę Cię, Maryjo, abyś jeszcze raz przyszła i została tutaj ze mną, bo muszę coś bardzo ważnego w życiu zrobić i muszę Ci o tym powiedzieć."

Siadłem sobie na kamieniu i powtórnie otrzymałem dar bardzo silnego odczucia Jej obecności… Siedziałem na tym kamieniu, Ona siedziała obok mnie i opowiadałem Jej o wszystkim, o całym moim życiu, o przyszłości... Co to było za odczucie… nie zapomnę tego do końca życia!

W końcu kumpel mówi: "Dominik, idziemy już na kwatery! Zobacz jak długo tu siedzimy...". Ja mówię: "Stary, daj spokój, jeszcze pół godziny." A on na to: "Zobacz, która jest godzina." Ja patrzę na zegarek: 01:30 w nocy. Zdumiony nie wierzyłem, że siedziałem tam tak długo… czas po prostu przestał dla mnie istnieć.

W końcu wróciliśmy na kwatery, a ja nie mogłem zasnąć. Cały czas, niesamowicie wzruszony postanowiłem to wszystko co odczuwałem przelać na papier. Napisałem list do Maryi, w którym oddałem Jej całe moje życie - swoją dziewczynę, sztuki walki, moich przyjaciół, całą moja przyszłość, wszystkie plany na życie, które miałem. Schowałem ten list do kieszeni i dopiero wtedy usnąłem.

Na drugi dzień poszliśmy do jednej z widzących - Vicki. Ta opowiadała nam przepięknie o Matce Bożej, o przesłaniach Maryi do świata i zakończyła niespodziewanie słowami:

"Jeśli ktoś chce coś szczególnego powiedzieć Matce Bożej, to dzisiaj wieczorem, kiedy Ona przyjdzie do mnie, dam Jej tę informację od was. Dlatego, jeśli ktoś chce, to niech coś napisze i da mi, a ja Jej to przekażę."

Szybko sięgnąłem do kieszeni i pierwszy przekazałem Vicce mój list.

Wróciłem do domu, do Polski w stanie niezwykłego duchowego przebudzenia. Nie rozstawałem się z różańcem, zacząłem pościć o chlebie i wodzie, wyłączyłem telewizor, muzykę… Moi rodzice byli wtedy na rekolekcjach Oazy Rodzin. Zadzwonili do mnie z pytaniem, jak tam było. Powiedziałem, że nie jestem w stanie tego opisać. Zaproponowali więc, abym do nich przyjechał i wszystko im opowiedział...

Na miejscu było około 60 osób - rodzin z małymi dziećmi i dwóch kapłanów. Kiedy zacząłem opowiadać o Medjugorie, było około godziny 22:00. Skończyłem opowiadać gdzieś koło północy. Rodzice patrzyli na mnie takimi oczami, jakby zobaczyli ducha. Obecni tam księża, którzy mnie znali, byli w niezłym szoku. Na końcu powiedziałem im, że tam - w Medjugorie - otrzymaliśmy specjalne błogosławieństwo od Matki Bożej, które mamy przekazywać wszystkim innym, w celu nawracania ich i przyjęcia błogosławieństwa Bożego. I jeśli chcą, to mogę im to błogosławieństwo przekazać. Księża patrzą na mnie... - wyobraźcie sobie: koleś przyjeżdża nie wiadomo skąd i jakieś błogosławieństwo chce przekazywać... Rodzice też za bardzo nie wiedzieli co się dzieje. Było tam kilkanaście małżeństw, które przy kawce słuchały tego wszystkiego... I nagle zrobił się niesamowity harmider. Tamci pobiegli po inne małżeństwa, zaczęli budzić dzieciaki o 24:00, schodzić się całymi rodzinami. Ja kładłem na nich ręce, błogosławiłem... co się tam działo...tyle pokoju i radości w sercach tylu ludzi…

Kiedy wróciłem do domu kręciłem okrążenia na różańczyku, jedno okrążenie za drugim, nie nudząc się, nie mogąc się nasycić modlitwą odczuwając niesamowitą radość, szczęście i pokój serca. Szczególnie niezwykłe było doświadczenie pokoju serca, daru Ducha Świętego od Maryi Królowej Pokoju. Zobaczyłem, że wyciszenie zmysłów, które uzyskiwałem w czasie medytacji zen, to zupełnie inne doświadczenie niż pokój serca, dar Ducha Świętego. Po dwóch dniach zadzwonił do mnie przyjaciel znad morza i mówi: "Słuchaj, od trzech dni trwa zgrupowanie karate, które miałeś prowadzić. Gdzie ty jesteś?"

Rzeczywiście, zupełnie o tym zapomniałem. Zapakowałem kimono do plecaka i pojechałem. Na treningu wszyscy spojrzeli  na mnie zdumieni, ponieważ do czarnego pasa przy kimonie przywiązałem różaniec. Nic nie powiedzieli z szacunku, a może i ze strachu, że dostaną bęcki za głupie uśmieszki, ale spojrzenia mieli przedziwne. Poprowadziłem trening jak zawsze, czyli pokazywałem im, jak na pięćdziesiąt różnych sposobów można kogoś zabić, a potem wyjąłem swój różaniec i powiedziałem, że dzisiaj nie będzie medytacji, tylko opowiem im o miłości Pana Boga do każdego z nich i opowiem, kim jest Matka Boża... I najciekawsze było to, że tak słuchali mnie przez dwie godziny, a na końcu wszyscy chcieli przyjąć błogosławieństwo Matki Bożej. Tak więc kładłem na nich ręce i przekazywałem je modląc się nad nimi.

Dużo by jeszcze opowiadać... Ponieważ byłem dosyć znany w środowisku młodzieżowym w Bydgoszczy, zaczęto mnie zapraszać na różne rekolekcje. Głosiłem Słowo, mówiłem o Medjugorie, o Maryi. Bardzo dużo osób się nawracało, do tego stopnia, że zaczęliśmy organizować pielgrzymki do Medjugorie - tylko dla młodzieży. Utworzyliśmy grupy medjugorskie Matki Bożej, gdzie młodzież modliła się trzema częściami różańca dziennie i pościła o chlebie i wodzie w środy i piątki. Działy się wielkie rzeczy, znaki i cuda nawróceń wręcz zdumiewających!

Kilka miesięcy później, będąc w Dębkach niedaleko Żarnowca, ćwicząc intensywnie na treningu karate, zacząłem odczuwać, że wykonując  techniki karate, przenika mnie złowrogi niepokój, nie wiadomo skąd. Trening, który kiedyś przynosił mi ogromną radość, teraz nie wiedzieć czemu stał się odczuwaniem  niewytłumaczalnego lęku i niepokoju. Straciłem cały pokój serca i radość, który miałem dzięki modlitwie. Nie mogłem sobie z tym poradzić. Wiedziałem, że niedaleko mieścił się klasztor benedyktynek i pewnego dnia poszedłem tam. Na furcie powiedziałem, ze chciałbym porozmawiać z jakąś mądrą siostrą. Po chwili wyszła do mnie jedna z sióstr, która tak na mnie popatrzyła, uśmiechnęła się i powiedziała: "Czekałam na ciebie." Usiedliśmy sobie w pokoju i zaczęliśmy rozmawiać tak, jakbyśmy się znali od zawsze. Na końcu powiedziała mi: "Słuchaj, Matka Boża ma dla ciebie wspaniały plan, ale tym, co cię od Niej odgradza jest sztuka walki, którą trenujesz. Wybór należy do ciebie."

Byłem zdumiony… Myślałem, że będę przyprowadzał do Matki Bożej chłopaków, którzy sami od siebie nigdy do kościoła nie przyjdą i to będzie taka fajna forma ewangelizacji, by poprzez sztuki walki doprowadzić ich do chrześcijaństwa. Ale ona kręciła tylko głową i mówiła:

"Nie, to są dwa różne źródła mocy, nie można tego łączyć. Nie można być jednocześnie chrześcijaninem i buddystą. Nie można trenować kogoś w bardzo brutalnych technikach walki, a jednocześnie otwierać się na Moc Ducha Świętego, który jest Pokojem, Czułością, Łagodnością całkowicie pozbawioną agresji…".


Tak więc z ciężkim sercem, ale za wielką łaską Bożą podjąłem decyzję, że rezygnuję ze sztuk walki. Przyjechałem do Bydgoszczy, zrobiłem walne zebranie związku i złożyłem rezygnację ze stanowiska dyrektora technicznego ds. karate. Nie wiedziałem, co będzie dalej, ale moja decyzja była nieodwołalna.

Od tamtego czasu minęło przeszło 15 lat. Nadal przyjaźnię się z wieloma znajomymi z tamtego środowiska sztuk walk. Cały czas trzymamy się razem. Moi najbliżsi przyjaciele, z którymi trenowałem przez wiele lat, są dzisiaj ewangelizatorami w Bydgoszczy; jeden w środowisku biznesmenów, drugi już nie trenuje sztuk walki – zrezygnował z nich  na rzecz sportów walki. Ma bardzo mocną sieć klubów taekwondo w Bydgoszczy i tam również  propaguje drogę życia chrześcijańskiego wśród młodzieży.

Kończąc moje opowiadanie, Matka Boża coraz głośniej wołała mnie, abym się Jej oddał. To było z miesiąca na miesiąc coraz mocniejsze, coraz silniejsze, ale tak jak zawsze, było to: "Jeśli chcesz. Nie musisz, tylko jeśli chcesz." Bardzo delikatnie, cichutko, aby nie przestraszyć, aby nie naruszyć wolnej woli, pytała:

"Czy chcesz być mój na zawsze, tylko dla mnie? Jeśli tego nie chcesz, będę cię kochać, będę cię błogosławić, dam ci szczęśliwą rodzinę. Ale jeśli chcesz zostać moim ukochanym kapłanem, to będziesz najbardziej szczęśliwy."

No i tak się stało. Rok później wstąpiłem do zgromadzenia salezjańskiego...

I tak, w wielkim skrócie, opowiedziałem Wam historię swojego powołania. Po wielu latach prowadzenia przez Maryję w życiu zakonnym, doświadczałem wielkich walk z szatanem, ale na Niej nigdy się nie zawiodłem. Ona zawsze była, jest i będzie przy mnie i przyjdzie po mnie w chwili śmierci, aby mnie przyprowadzić do Ojca Niebieskiego, tak jak to czyni każdego dnia już tu na ziemi - na modlitwie. Jej moc nad szatanem jest druzgocząca, Ona ma całą moc Boga, aby zmiażdżyć szatana. Tak bardzo to widzę w posłudze uwalniania i egzorcyzmach. W posłudze uzdrawiania widzę, że najpiękniejsze uzdrowienia dzieją się wtedy, gdy Ona prosi o nie Jezusa i Jezus dokonuje ich składając nas w Jej ramionach. A jednocześnie widzę jak szatan przeraźliwie Jej się boi i zrobi wszystko, żeby wyeliminować Ją z życia i z serca każdego dziecka Bożego. Widzę, że - tak jak w życiu ziemskim - relacje w rodzinie są wtedy najpiękniejsze, gdy dziecko ma kochającą mamę i tatę... tak w życiu duchowym dziecko najpiękniej się rozwija, gdy ma kochającego Ojca Niebieskiego i Najwspanialszą Mamę Maryję! Wtedy jest najbezpieczniejsze :)


Ks. Dominik Chmielewski


PS. Oto krótki filmik z czasów mojego trenowania karate:


http://www.youtube.com/watch?v=fCP7jF0Vbe0



Informacje od Redakcji:


- więcej informacji o ks. Dominiku Chmielewskim na stronie TVP.info:

http://tvp.info/informacje/ludzie/hasta-la-vista-grzesznicy/4829721


- książka: ks. Dominik Chmielewski, "Jego miłość Cię uleczy. Chrześcijanin w czasach ostatecznych", Wyd. Magdalenium, Bełżyce

2017.

Poprzedni tydzień

 

==========




Szukacie Jezusa Chrystusa?

Nie ma Go tu! Zmartwychwstał!







Poprzedni tydzień


==========


Jak cierpiał Jezus!!

„Żydzi uważali Mnie za największego złoczyńcę i znęcali się nade Mną w następujący sposób:

1. Powiązali liną nogi i ciągnęli Mnie po kamiennych schodach do lochu. Wrzucili Mnie do cuchnącej ciemnicy pełnej nieczystości.
2. Zdarli ze Mnie szaty i kłuli Mnie żelaznymi szpikulcami.
3. Związanego sznurami ciągnęli po ziemi, rzucając od ściany do ściany.
4. Zawiesili Mnie na belce, a luźnym węźle, który się rozwiązał i spadłem na ziemię. Tą torturą rozbity płakałem krwawymi łzami.
5. Przywiązali Mnie do słupa i ranili Moje Ciało na różne sposoby. Rzucali we Mnie kamienie i przypalali rozżarzonymi węglami i pochodniami.
6. Przebijali mnie szydłami, szpikulcami, włóczniami, rozrywali mi skórę i ciało.
7. Przywiązanemu do słupa podsuwali pod bose nogi kawałki rozżarzonego żelaza.
8. Na głowę wgnietli Mi żelazną obręcz i oczy zawiązali Mi brudną szmatą.
9. Posadzili Mnie na siedzenie pokryte gwoździami, które wyryły na Moim Ciele głębokie dziury.
10. Na Moje Ciało wyleli rozpalony ołów i żywicę, potem gnietli Mnie na stołku pełnym gwoździ, które coraz głębiej wbijały się w Moje Ciało.
11. Na Moje poniżenie i udrękę, na miejsce wyrwanej brody powtykali druty.
12. Rzucili Mnie na belkę i przywiązali Mnie do niej tak ciasno, że zupełnie nie mogłem oddychać.
13. Gdy tak leżałem na ziemi, deptali po Mnie, a jeden z nich stawiając nogę na Mojej piersi, przebił Mi cierniem język.
14. Do ust wlali mi najohydniejsze wydzieliny i obsypali najohydniejszymi zniewagami.
15. Związawszy Mi na plecach ręce, rózgami wypędzili Mnie z więzienia.

Te moje ukryte cierpienia ofiaruj Ojcu Niebieskiemu za grzechy ukryte, które bardzo ranią Serce Moje, szczególnie, gdy dusze ukrywają je przy spowiedzi.
Córko moja, pragnę, abyś te Moje 15 ukrytych Tortur dała wszystkim poznać, aby każdą z nich uczczono.
Każdy, kto codziennie jedną t tych tortur z miłością ofiaruje i gorliwie odmówi następującą modlitwę, otrzyma nagrodę w dzień Sądu.”

Poprzedni tydzień
==========


Jeszcze możesz!!



Jeszcze możesz podjąć post od gniewu  niechęci!
Jeszcze możesz podjąć post od osadzania innych!
Jeszcze możesz podjąć post od narzekania!
Jeszcze możesz podjąć post od uczucia żali i pretensji!
Jeszcze możesz podjąć post od pychy i zazdrości!



Poprzedni tydzień
==========

Tatuaż? Przeczytaj zanim zrobisz!!

Ciało

Wiemy, że nasze ciało nie jest naszą absolutną własnością, lecz stanowi świątynię Ducha Świętego (1 Kor 6, 19-20). Biblia wyraźnie ukazuje, że jest ono owocem pracy rąk samego Boga i nie może być ono deformowane. W przeciwieństwie do narodów pogańskich, starożytni Izraelczycy przestrzegali tej prawdy. Dziś możemy spotkać osoby, które w takim stopniu zmodyfikowały swoje ciało, że wyglądem zbliżają się do świata zwierzęcego lub nawet pozaziemskiego. Musimy zadać sobie pytanie, w jakim stopniu możemy ingerować w ciało, tak by nie zniekształcić piękna ludzkiej formy danej nam przez samego Boga.


Motywacja -

Po co robisz tatuaż? Jeśli jest on tylko wyrazem buntu wobec rodziców, to może warto to przemyśleć (Ef 6, 1-3). Artysta może widzieć w nim narzędzie samoekspresji. Dla osoby wierzącej nadrzędnym celem jest chwała Boża, nie samoekspresja (1 Kor 10, 1). Oznacza to, że uwagę i zainteresowanie kierujemy na Niego, nie na nas. Zrobienie sobie tatuażu z intencją świadczenia o Bogu wydaje się szczytnym celem, pamiętać jednak trzeba, że nie jest to podstawowy i najbardziej efektywny sposób ewangelizowania. Nie zwalnia to nas ze świadczenia o Nim naszym codziennym życiem. Nasze zbawienie nie zależy od tego, czy mamy wytatuowany na ramieniu fragment z Biblii, ale czy według tych słów żyjemy.


Przyzwoitość -

Na co chcesz zwrócić uwagę, robiąc tatuaż? Na Boga czy na siebie? Tatuaż wyróżnia część ciała, na której się znajduje. Wątpliwe, by wytatuowane ma pośladkach religijne motywy miały faktycznie zadanie ewangelizacyjne. Uwzględniając przyzwoitość, tatuaż może być mniejszy, stosowniej umiejscowiony, w mniejszej ilości.


Przydatność-

Czy pracodawca zatrudni osobę z tatuażem? Wiele firm nie życzy sobie, by tatuaże pracowników były widoczne. Mogą domagać się, by miejsca te były zakrywane, uważając, że nie wpływają one pozytywnie na wizerunek firmy. Czy zatem podejmując decyzję o zrobieniu wyraźnego tatuażu, nie ryzykujesz ewentualnych trudności ze znalezieniem dobrej pracy?


Przekaz-

Co chcesz zakomunikować światu? Tatuaż ma dużą siłę oddziaływania. Jest mocnym kanałem przekazu, mówiącym, co jest ważne dla jego właściciela. Tatuaż jest niezmywalny, często towarzyszy do końca życia. Jak długo jesteś w stanie utożsamiać się z treściami umieszczonymi na swojej skórze? Coraz częściej mówi się o syndromie "tattoo regret" (żałowanie decyzji o zrobieniu tatuażu). Jest bardzo prawdopodobne, że w przyszłości przestaniesz tak silnie utożsamiać się ze swoim tatuażem, ostatecznie żałując decyzji o jego zrobieniu. Warto o tym pamiętać już teraz.

Pieniądze -

Czy zrobienie tatuażu to rozsądny wydatek? Nie ma jednej ceny za tatuaż. Każdy wzór ma swoją indywidualną cenę, uzależnioną od wielkości i stopnia skomplikowania. Cena za sesję to 600-1200 zł, w zależności od wybranego tatuatora i czasu jej trwania, który może wynosić 4, 6 lub 8 godzin. Pamiętajmy również, że usunięcie niechcianego wzoru to wydatek często większy niż jego naniesienie. Chrześcijanin musi pamiętać o odpowiedzialności przed Bogiem za to, w jaki sposób gospodaruje pieniędzmi.


Zdrowie -

Z tatuowaniem skóry związane jest realne zagrożenie zdrowia. Jedna z amerykańskich klinik ostrzega, by nie bagatelizować tego ryzyka. Zachęca swoich pacjentów by decyzji o zrobieniu tatuażu nie podejmowali zbyt pochopnie. Informuje, że proces nanoszenia tatuażu może skutkować poważnymi alergiami oraz różnymi zakażeniami, w tym żółtaczką typu B i C. Pamiętać trzeba, że podczas tatuowania przebija się skórę, przez co stwarza się możliwość kontaktu naszej krwi z różnymi bakterii. Salony tatuażu nie są sterylnymi gabinetami zabiegowymi, trzeba o tym pamiętać, decydując się na ich odwiedzenie.


Rozważ te pytania. Nie podejmuj decyzji w pośpiechu i pod wpływem emocji. Znajdź czas, by porozmawiać o tym z zaufaną osobą.

( deon. pl )




Poprzedni tydzień
==========


Jezus zaprasza do spowiedzi wielkanocnej!





Internetowa droga krzyżowa Szkolnej Armii Różańcowej

Jeśli nie chodzisz na drogę krzyżową do kościoła, to odmów to krótkie rozważanie przy komputerze. Możesz też powtórzyć tą drogę kilka razy w czasie Wielkiego Postu. /Proponujemy postawę klęczącą lub stojącą/.

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Stacja I - Pan Jezus skazany na śmierć

Szkolny korytarz, przerwa i hałas taki, że nikt nie zwraca uwagi na słowa...„Wynoś się”.....”Głupi jesteś”....”Nie istniejesz dla mnie”.........

Panie Jezu niewinnie oskarżony i osądzony, bądź przy tej osobie, na którą spadają tak ciężkie, egoistyczne słowa. Proszę o pomoc Maryi.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławiona Ty .....

Stacja II – Pan Jezus bierze krzyż

Ranek, pada deszcz. Tak bardzo chce mi się spać. Muszę jednak podjąć trud, trzeba wstać, założyć na plecy tornister i pójść na klasówkę, dyktando, zrobić mostek na wychowaniu fizycznym.

Maryjo, pomóż mi w wypełnianiu szkolnych obowiązków.
Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławiona Ty .....

Stacja III – Pan Jezus pierwszy raz upada

Obiecałem mamie, że będę trzymał porządek w domu. Znowu nie wiem gdzie podziała się moja czapka, rękawiczki. Niby to nie wielki problem, ale przez to często spóźniam się do szkoły. Panie Jezu- upadam. Pomóż poprawić moje złe nawyki.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławiona Ty .....

Stacja IV – Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Moja mojego kolegi była dzisiaj wezwana do szkoły. Jej syn został złośliwie popchnięty, uderzył głową o róg ławki, polała się krew. Jak ta matka musiała cierpieć, bo ktoś się brutalnie zachował.

Ty Maryjo, też w takich wypadkach zawsze bardzo cierpisz. Prosimy Cię o pomoc.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławiona Ty .....

Stacja V – Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Zbliżała się klasówka z matematyki. Mój kolega dobry w sporcie, ale z matematyki ciągle miał zaległości. Postanowiłem postąpić trochę jak Szymon z Cyreny. Powiedziałem: ”Przyjdę do ciebie, pomogę ci”.  Za kilka dni przyszła radość. Kolega pozytywnie napisał sprawdzian.

Jezu, pomagaj mi, bym stale był gotowy do pomocy innym.
Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja VI – Święta Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

Siostra mojego kolegi już pracuje po studiach Powiedziała mi, że w najbliższą sobotę idzie do szpitala oddać krew dla chorego sąsiada. Porównałem ją do Weroniki, pomaga potrzebującym.

Panie Jezu, daj mi serce wrażliwe na potrzeby innych.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja VII – Pan Jezus drugi raz upada

Ustalenia w domy były jednoznaczne, najpierw odrabianie lekcji, a potem w miarę wolnego czasu- komputerowa gra. Coś mnie podkusiło i zrobiłem akurat odwrotnie. Upadłem. Jezu proszę o mocne postanowienia i ich wypełnianie.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja VIII –Pan Jezus poucza płaczące niewiasty

Dzisiaj w szkole była policja. Jeden z uczniów podejrzewany jest o dopalacze. Matka jego już wiele razy była wzywana w jego sprawach i nic nie pomaga, a  wystarczy tylko wezwać mocno pomocy Jezusa i Maryi.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja IX – Pan Jezus po raz trzeci upada

Kolega z koleżanką częstowali mnie papierosem. Odmówiłem. Przecież obiecałem Panu Jezusowi przy Pierwszej Komunii Świętej pewne wyrzeczenia. Maryjo módl się za nami, bo wpadać w grzechy jest bardzo łatwo.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja X – Pan Jezus z szat obnażony

W Internecie są strony, które nie powinno się oglądać, bo to prowadzi do brzydoty duchowej, z której trudno się potem wyzwolić. Maryjo, bądź przy mnie, gdy włączam komórkę lub komputer i prowadź mnie po tym medialnym świecie.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja XI – Pan Jezus do krzyża przybity

Młody chłopak nurkował w miejscu niedozwolonym i doznał pęknięcia kręgosłupa. Został kaleką na całe życie. Początkowo buntował się przeciw Bogu, ale potem zgodził się z wolą Bożą, cierpiał z Chrystusem.

Panie Jezu, ucz mnie pokory, zwłaszcza podczas cierpienia i trudności.
Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja XII – Pan Jezus na krzyżu umiera

Gdy wsiadamy do samochodu i wyruszamy w podróż wszyscy liczą, że dojadą do celu. Jednak nie zawsze tak jest. Pijany kierowca zasiada za kierownicą i na drodze na zakręcie uderza w drugi samochód, w którym są dzieci, które giną. Jezu,  umierając na krzyżu, pamiętaj o dzieciach, które giną niespodziewanie.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja XIII – Pan Jezus zdjęty z krzyża

W tej stacji szczególnie z  miłością patrzę na Maryję. Była z Jezusem od początku do końca. Przez odmawianie różańca łączę się z Matką Jezusa. Będąc przy niej,  pomagam Jej zdejmować ciało Jezusa z krzyża i wyjmować kolce z korony cierniowej wbite w Jego głowę. Maryjo módl się, abym wyzbył się wszelkiej pychy.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja XIV – Pan Jezus do grobu złożony

Jak ktoś umrze, ludzie zazwyczaj przynoszą kwiaty. Moi rodzice robią inaczej. Zazwyczaj sami lub ze znajomymi zamawiają Mszę Świętą. W ten sposób pomagają danej duszy stojącej na pograniczu tego świata i świata duchowego. Pocieszają Maryję, gdy widzi, że są ludzie, którzy troszczą się o zbawienie zmarłych składanych do grobu.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....