Do not be ashamed to pray the Rosary alone, on your way to school, to universities, to work, in the streets and public transport... do not hesitate to promote it in the house to your parents and siblings.
John Paul II
(XVIII World Youth Day 2003r.)

for the youngest

Listen to the song

You must have Flash Player installed in order to see this player.

visitors Counter

Odwiedziny [+/-]
Dzisiaj:
Wczoraj:
Przedwczoraj:
141
226
333

-107

Wszystkie odwiedziny
od 7 października 2009 326 989
Nowy Tydzień PDF Print E-mail
There are no translations available.


"Nowy tydzień"



Zapraszamy do nowych przemyśleń!











Módlcie się na różańcu

Gdy spytano małą Hiacyntę, o co najbardziej prosiła Matka Boża podczas fatimskich objawień, odpowiedziała: „O codzienne odmawianie różańca”. Przypomniał o tej prośbie Matki Bożej Ojciec Święty Jan Paweł II podczas pobytu w Fatimie 13 maja 1982 r. mówiąc, że najistotniejszą treścią fatimskiego orędzia jest wezwanie aby „modlić się, modlić się i jeszcze raz modlić się”. Jeżeli chcesz wzrastać w świętości, uciekaj się pod opiekę Maryi Dziewicy, która jest twoją prawdziwą Mamą!

Matka Boża objawiając się w Fatimie, przyszła do nas, Jej ukochanych dzieci, aby ostrzec i uchronić przed wielkim niebezpieczeństwem utraty życia wiecznego. Pierwszym krokiem w kierunku piekła jest zaniedbanie modlitwy. Jeżeli ktoś przestanie się modlić, bardzo szybko utraci wiarę i stanie się bezwolnym narzędziem w rękach sił zła. Zaprzestanie modlitwy prowadzi do utraty wiary i zniewolenia przez różnego rodzaju grzechy. Kto się nie modli, nie ma siły, by obronić się przed działaniem diabła, który „ jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć” (1P 5,8). Dlatego Maryja w Fatimie daje nam broń do ręki w walce z siłami zła i mówi:

Jestem Panią Różańca. Przyszłam ostrzec wiernych, aby poprawili się i błagali o przebaczenie grzechów. Nie wolno im więcej obrażać Pana Boga, ponieważ jest już zbyt ciężko obrażany grzechami ludzi. Ludzie muszą odmawiać różaniec. Niech odmawiają go każdego dnia.

W obecności 70 tysięcy ludzi Maryja odchyliła swymi dłońmi promienie słoneczne. Łucja instynktownie wskazała na słońce i krzyknęła do ludzi: „Spójrzcie na słońce!”, które zaczęło wirować jak ogniste koło i zbliżać się do ziemi, rzucając promienie kolorowego światła. Wydawało się, że nastąpi kosmiczna katastrofa zderzenia słońca z ziemią. Zgromadzeni ludzie, wśród których byli dziennikarze głównych portugalskich gazet, wielu ateistów i masonów, ludzi wykształconych i prostych, osób z różnych klas społecznych, wszyscy stali oniemiali jak małe dzieci. Dla potwierdzenia prawdziwości objawień, Bóg dokonał niezwykle spektakularnego cudu w przepowiedzianym czasie i miejscu. Był to od czasu zmartwychwstania Chrystusa „najbardziej oczywisty i największy cud w historii”, powiedział naukowiec Pio Sciatizzi, który był świadkiem tego wydarzenia. Ateiści na widok tego cudu słońca, przeżyli duchowy wstrząs i nawrócenie. Matka Boża w Fatimie prosi i błaga nas abyśmy odwrócili się od grzechów i każdego dnia modlili się na różańcu, ponieważ jest to niezwykle skuteczna „broń” w walce z szatanem.

Matka Teresa z Kalkuty często przypominała ludziom: „Odmawiajcie różaniec codziennie i uczcie innych go odmawiać”. Kamery telewizyjne zarejestrowały, że kiedy senator Robert Kennedy został śmiertelnie raniony przez zamachowca, jego ostatnim ruchem było sięgnięcie do kieszeni, wyjęcie różańca i przytulenie go do swego serca.

Gdzie można odmawiać różaniec? Gdziekolwiek: spacerując, prowadząc samochód, pracując, orząc pole. Gdy nie możesz spać, odmawiaj różaniec polecając Maryi wszystkie swoje kłopoty i problemy. Skuteczności wstawiennictwa Maryi doświadczyli wszyscy, którzy powierzyli Jej całe swoje życie oraz wszystkie troski, radości i problemy. Za przyczyną Matki Bożej nawracali się najbardziej zatwardziali grzesznicy i niejedna letnia dusza została wyniesiona do wielkiej cnoty i świętości.


Poprzedni tydzień
==========

Wschodnie sztuki walki

Czy wschodnie sztuki walki są sprzeczne z chrześcijaństwem? Takie pytanie zadawano stosunkowo niedawno przechodniom na Starym Mieście w Warszawie. 14% odpowiedziało, że tak, a 74% że nie. Jak jest naprawdę?

Wschodnie sztuki walki są ściśle związane z duchowością Wschodu, której nie można pogodzić z chrześcijaństwem. Najstarsze szkoły tej sztuki wywodzą się z dwóch środowisk: z buddyjskiej sekty Cz’an (Zen), której celem było doskonalenie ducha i ciała poprzez medytację i ćwiczenia fizyczne, oraz z klasztorów taoistycznych, gdzie oddawano cześć bożkom i przez praktyki seksualne dążono do zapewnienia sobie nieśmiertelności. Szkoły taoistyczne mocno podkreślały czerpanie energii z kosmosu i poznawanie sił wszechświata. Pod wpływem tych szkół powstawały nowe sposoby walki:

karate, jujitsu, aikido, tae kwon do i inne.

Żadnego z nich nie można oddzielać od wschodnich pojęć o życiu, śmierci, Bogu itd., tak jak nie można oddzielić kwiata od korzenia. Mnich buddyjski i mistrz karate Ron Taganashi mówi: „Ludzie zapomnieli, że walki Wschodu to religia. Przychodzi się do szkoły kilka razy w tygodniu po dwie godziny, spędzając w niej więcej czasu niż kiedykolwiek w kościele. Robimy to religijnie. Istotą sztuk walki jest duchowy wymiar. Karate jest wymiarem buddyzmu, jego aspektem fizycznym, bramą do duchowego oświecenia”. A wielki autorytet w dziedzinie wschodnich sztuk walki Leo Ching Wong mówi: „Aby opanować sztukę walki, trzeba zrozumieć jej filozofię. Bez jej ducha ciało jest bezużyteczne”. Bardzo ważnym elementem tej filozofii jest pojęcie energii kosmicznej, która jest przyczyną wszechświata, która go wypełnia, i która składa się z dwóch przeciwstawnych sił: yin (siła destrukcyjna) oraz yang (siła twórcza). W tej filozofii nie ma miejsca na stwórcze działanie Boga i na nieśmiertelną duszę.

O tym powinni wiedzieć młodzi ludzie, którzy się uważają za chrześcijan, a także rodzice, którzy zapisują dzieci na ćwiczenia walk wschodnich: są one szkodliwe dla chrześcijanina.

Ks. Dominik Chmielewski - Wojownik Maryi




Świadectwo

Całe moje życie związane było ze sztukami walki - to był priorytet mojego życia. Medytowałem po dwie godziny dziennie zen, jogę - ćwicząc trzy razy dziennie mentalnie i fizycznie karate. W wieku 21 zostałem dyrektorem ds. karate w Polskim Związku Sztuk Walki w Bydgoszczy i mając stopień 3 dan szkoliłem ludzi w bojowej odmianie karate. Studiując  wtedy teologię i filozofię napisałem pracę licencjacką nt. możliwości synkretyzmu filozofii Dalekiego Wschodu z chrześcijaństwem, za którą otrzymałem stopień bardzo dobry. Był to czas, kiedy religia dopiero wchodziła do szkół i poproszono mnie, abym wykładał w jednej z nich religię. Zgodziłem się. Prowadziłem już wtedy szkolenia w dwóch prywatnych szkołach walki, które jak na tamte czasy dawały mi duże możliwości finansowe. To niesamowicie ładowało moje ego. Na imprezach, na dyskotekach, gdzie się zjawiałem, mówili za mną: "Patrz, to jest ten karateka, który strasznie napie......". Z perspektywy czasu widzę, że było to żenujące, ale wtedy "jarało" mnie to strasznie... I w tamtym czasie zacząłem wchodzić w bardzo konkretną decyzję poświęcenia się na całe życie wschodnim sztukom walki. Chciałem wyjechać na Okinawę i trenować przez całe życie pod okiem wielkich okinawańskich mistrzów. Wiedziałem, że wyjazd ten będzie łączył się z bardzo konkretną inicjacją w sztukach walki, którą można porównać do chrztu w chrześcijaństwie. Polega ona na oddaniu swojego całego umysłu i ciała duchowi karate na całe życie, a jest to duch buddyzmu, duch walczącej agresji, mimo całego nacisku na obronę w technikach walki...

Moja rodzina jest bardzo wierząca. Mieliśmy taki zwyczaj codziennego wspólnego odmawiania dziesiątki różańca. Ja sam nie zauważałem jeszcze wtedy pewnej zdumiewającej rzeczy - było mi coraz trudniej skupić się na modlitwie. Chodziłem co niedzielę na Mszę Świętą, ale mój umysł zupełnie nie był w stanie skupić się na Eucharystii. Z drugiej strony mogłem np. przez godzinę bez trudu medytować zen w zupełnym odprężeniu i ciszy, skupiając się na energiach, które krążyły w moim ciele. Dopiero potem, gdy doświadczyłem Ducha Świętego, zrozumiałem, że są to dwie zupełnie różne moce, które w nas działają. Nie jest prawdą, że Bóg Jedyny i Prawdziwy jest wierzchołkiem góry i różne ścieżki duchowe do Niego prowadzą. Ale  trzeba samemu tego doświadczyć.

W tym czasie działałem także w odnowie charyzmatycznej jako animator muzyczny. Pewien znajomy ksiądz zaprosił mnie do Medjugorie. Mówił, że są tam jakieś objawienia Matki Bożej i tak dalej... Zaraz do tego wrócę, muszę Wam się jednak najpierw do czegoś przyznać. Miałem wielkie problemy, aby przyjść na ten świat - by się urodzić. Moja mama poroniła pierwsze dziecko i gdy była ze mną w stanie błogosławionym, bardzo przeżywała to, czy się urodzę. W którymś miesiącu ciąży okazało się na podglądzie, że jestem owinięty pępowiną w taki sposób, że jeśli będę chciał wyjść z łona mamy, to się uduszę. Lekarze byli bezradni i nie wiedzieli, co zrobić. Wtedy moja mama bardzo gorąco zaczęła modlić się do Matki Bożej i powiedziała Jej z całą świadomością, że oddaje mnie Jej na własność, że Maryja może zrobić ze mną co chce, bylebym tylko się urodził. Jak się wkrótce okazało, pępowina "nie wiedzieć czemu" cudownie pękła - ku zdziwieniu lekarzom... a ja przepięknie urodziłem się - tak, że nie tylko się nie udusiłem, ale urodziłem się cały i zdrowy.

Wracając do Medjugorie. Kiedy tam przyjechaliśmy - ja i moich dwóch kolegów, z którymi przyjechałem, też związanych ze sztukami walki, przeraziliśmy się intensywnością programu. W domu miałem problemy z odmówieniem jednej dziesiątki, a tam miałem odmawiać całe 3 części różańca! A dodatkowo jeszcze Msza Święta, modlitwa o uzdrowienie, modlitwa o uwolnienie... No ale, jak już jesteśmy - pomyślałem - to idziemy... Rzeczą, która najbardziej zdumiała mnie na początku było to, że w Medjugorie te modlitwy, które mówisz w domu i ciebie nudzą, tam odmawiasz z lekkością, z radością, z życiem. Postanowiłem jednak być człowiekiem bardzo chłodnym i analitycznym w odbieraniu tego miejsca. Nie chciałem poddać się sugestiom innych ludzi dotyczących dziejących się tam nadprzyrodzonych wydarzeń.

Na drugi dzień okazało się, że jesteśmy zaproszeni na górę Podbrdo, na objawienie się Matki Bożej. Przybyło nas tam ze 2 tys. osób. Dopchałem się z kolegami do krzyża, przy którym objawia się Maryja, by być jak najbliżej tego niezwykłego wydarzenia. Była godz. 21:30, cudowny klimat, ludzie rozmodleni, śpiewy uwielbiające Jezusa... Nagle zorientowałem się, że stoję blisko Iwana - jednego z widzących. Jeszcze pamiętam, jak odezwałem się wtedy do kolegów: "Patrzcie, to jest doskonały zen. Tak powinniśmy medytować, w takim skupieniu, jak ten koleś tutaj...".

Około godz. 22:30 stało się… Ivan nagle zerwał się, klęknął, podniósł głowę i zaczął z kimś rozmawiać. Wszedł w ekstazę. Kapłan, który był przy nim, wziął mikrofon i powiedział, że właśnie Matka Boża przyszła i jest już wśród nas. Wszyscy uklęknęli, ja miałem przed tym opory i nie chciałem uklęknąć, starałem się to wszystko analizować bardzo sceptycznie i na spokojnie. I w pewnym momencie coś się stało. Przyszła do mnie  niesamowita fala takiej czułości i takiego szczęścia, że moje ciało, moje emocje, wszystko zaczęło się we mnie totalnie wywracać. Zacząłem płakać jak dziecko. To doświadczenie mocy było zupełnie inne od tego, które uzyskiwałem przez medytację po 15 latach treningu. Była to odczucie... najbardziej niezwykłej kobiety. Bardzo delikatna, bardzo subtelna i łagodna  moc płynąca od Najpiękniejszej Dziewczyny we Wszechświecie. Rozwaliło mnie to zupełnie. Czułem, jakby mnie Ktoś przytulał, modlił się nade mną i szeptał prosto do serca, jak bardzo jestem kochany… Trwało to około 15 minut, po czym widzący wstał, wziął mikrofon i zaczął opowiadać o tym, co Matka Boża mówiła, jak wyglądała...

Wtedy runął mi zupełnie obraz Maryi, który miałem wcześniej. Wcześniej wyobrażałem Ją sobie siedzącą na tronie, z berłem i Dzieciątkiem na ręku, patrzącą gdzieś z daleka na ten świat, jako kogoś bardzo dalekiego ode mnie. Mówiło się zdrowaśki do Matki Bożej, ale tak naprawdę zupełnie Jej nie odczuwałem. A tu słyszę, że Maryja wygląda mniej więcej na 17-18 lat, ma około 164 cm wzrostu, niebieskie oczy, kruczoczarne włosy, jest niezwykle delikatna, ale moc, która płynie z Niej, z Jej spojrzenia jest niesamowita. Szczególnie Jej oczy są niesamowite. Widzący nie wpadają w ekstazę z faktu, że widzą Matkę Bożą, tylko z olbrzymiego przeżycia w zobaczeniu, jak Ona wygląda. Ivan mówi, że nazywa Ją piękną, ale to słowo w stosunku do Niej nic nie znaczy. Trzeba Ją zobaczyć, by zrozumieć. Jej piękno nie jest stąd, nie jest z tego świata! Mówi, że nigdy nie widział piękniejszej Dziewczyny. Ona jest taka delikatna i taka piękna! Inna z widzących mówiła to samo, że nie może znaleźć  słów, by opisać Jej piękno, gdyż nie ma takiego piękna na ziemi. Nie ma żadnej osoby, która by Ją przypominała. Ona jest zawsze piękniejsza. Gdy jest się przy Niej, ma się chęć tylko płakać ze szczęścia...

Napisałem później pracę licencjacką o objawieniach Matki Bożej w chrześcijaństwie. Okazało się, że w ciągu tych 2000 lat wszyscy widzący Maryję widzieli praktycznie to samo - najpiękniejszą nastolatkę świata o urodzie i piękności takiej, że niemożliwe jest opisanie Jej opisanie. Patrząc na Maryję człowiek całkowicie wymięka. Kto odkrył Maryję naprawdę, ten odkrył promieniowanie Jej niesamowitej czułości i miłości, delikatności połączonej z niesamowitą mocą i wolą walki z szatanem. Taka jest Maryja z Nazaretu, Największa Wojowniczka Boga. Gdziekolwiek Ona się pojawi, szatan jest miażdżony.

Po tym objawieniu ludzie padali sobie w ramiona. Zapanowała wielka radość i pokój. W tym stanie uniesienia ludzie zaczęli wracać do swoich kwater, a ja, wstrząśnięty, postanowiłem sobie usiąść jeszcze przy tym kamieniu, pod krzyżem. Tam powiedziałem Maryi:

"Jeśli to wszystko, co tutaj się dzieje, jest prawdą, a nie tylko moim emocjonalnym rozchwianiem, to proszę Cię, Maryjo, abyś jeszcze raz przyszła i została tutaj ze mną, bo muszę coś bardzo ważnego w życiu zrobić i muszę Ci o tym powiedzieć."

Siadłem sobie na kamieniu i powtórnie otrzymałem dar bardzo silnego odczucia Jej obecności… Siedziałem na tym kamieniu, Ona siedziała obok mnie i opowiadałem Jej o wszystkim, o całym moim życiu, o przyszłości... Co to było za odczucie… nie zapomnę tego do końca życia!

W końcu kumpel mówi: "Dominik, idziemy już na kwatery! Zobacz jak długo tu siedzimy...". Ja mówię: "Stary, daj spokój, jeszcze pół godziny." A on na to: "Zobacz, która jest godzina." Ja patrzę na zegarek: 01:30 w nocy. Zdumiony nie wierzyłem, że siedziałem tam tak długo… czas po prostu przestał dla mnie istnieć.

W końcu wróciliśmy na kwatery, a ja nie mogłem zasnąć. Cały czas, niesamowicie wzruszony postanowiłem to wszystko co odczuwałem przelać na papier. Napisałem list do Maryi, w którym oddałem Jej całe moje życie - swoją dziewczynę, sztuki walki, moich przyjaciół, całą moja przyszłość, wszystkie plany na życie, które miałem. Schowałem ten list do kieszeni i dopiero wtedy usnąłem.

Na drugi dzień poszliśmy do jednej z widzących - Vicki. Ta opowiadała nam przepięknie o Matce Bożej, o przesłaniach Maryi do świata i zakończyła niespodziewanie słowami:

"Jeśli ktoś chce coś szczególnego powiedzieć Matce Bożej, to dzisiaj wieczorem, kiedy Ona przyjdzie do mnie, dam Jej tę informację od was. Dlatego, jeśli ktoś chce, to niech coś napisze i da mi, a ja Jej to przekażę."

Szybko sięgnąłem do kieszeni i pierwszy przekazałem Vicce mój list.

Wróciłem do domu, do Polski w stanie niezwykłego duchowego przebudzenia. Nie rozstawałem się z różańcem, zacząłem pościć o chlebie i wodzie, wyłączyłem telewizor, muzykę… Moi rodzice byli wtedy na rekolekcjach Oazy Rodzin. Zadzwonili do mnie z pytaniem, jak tam było. Powiedziałem, że nie jestem w stanie tego opisać. Zaproponowali więc, abym do nich przyjechał i wszystko im opowiedział...

Na miejscu było około 60 osób - rodzin z małymi dziećmi i dwóch kapłanów. Kiedy zacząłem opowiadać o Medjugorie, było około godziny 22:00. Skończyłem opowiadać gdzieś koło północy. Rodzice patrzyli na mnie takimi oczami, jakby zobaczyli ducha. Obecni tam księża, którzy mnie znali, byli w niezłym szoku. Na końcu powiedziałem im, że tam - w Medjugorie - otrzymaliśmy specjalne błogosławieństwo od Matki Bożej, które mamy przekazywać wszystkim innym, w celu nawracania ich i przyjęcia błogosławieństwa Bożego. I jeśli chcą, to mogę im to błogosławieństwo przekazać. Księża patrzą na mnie... - wyobraźcie sobie: koleś przyjeżdża nie wiadomo skąd i jakieś błogosławieństwo chce przekazywać... Rodzice też za bardzo nie wiedzieli co się dzieje. Było tam kilkanaście małżeństw, które przy kawce słuchały tego wszystkiego... I nagle zrobił się niesamowity harmider. Tamci pobiegli po inne małżeństwa, zaczęli budzić dzieciaki o 24:00, schodzić się całymi rodzinami. Ja kładłem na nich ręce, błogosławiłem... co się tam działo...tyle pokoju i radości w sercach tylu ludzi…

Kiedy wróciłem do domu kręciłem okrążenia na różańczyku, jedno okrążenie za drugim, nie nudząc się, nie mogąc się nasycić modlitwą odczuwając niesamowitą radość, szczęście i pokój serca. Szczególnie niezwykłe było doświadczenie pokoju serca, daru Ducha Świętego od Maryi Królowej Pokoju. Zobaczyłem, że wyciszenie zmysłów, które uzyskiwałem w czasie medytacji zen, to zupełnie inne doświadczenie niż pokój serca, dar Ducha Świętego. Po dwóch dniach zadzwonił do mnie przyjaciel znad morza i mówi: "Słuchaj, od trzech dni trwa zgrupowanie karate, które miałeś prowadzić. Gdzie ty jesteś?"

Rzeczywiście, zupełnie o tym zapomniałem. Zapakowałem kimono do plecaka i pojechałem. Na treningu wszyscy spojrzeli  na mnie zdumieni, ponieważ do czarnego pasa przy kimonie przywiązałem różaniec. Nic nie powiedzieli z szacunku, a może i ze strachu, że dostaną bęcki za głupie uśmieszki, ale spojrzenia mieli przedziwne. Poprowadziłem trening jak zawsze, czyli pokazywałem im, jak na pięćdziesiąt różnych sposobów można kogoś zabić, a potem wyjąłem swój różaniec i powiedziałem, że dzisiaj nie będzie medytacji, tylko opowiem im o miłości Pana Boga do każdego z nich i opowiem, kim jest Matka Boża... I najciekawsze było to, że tak słuchali mnie przez dwie godziny, a na końcu wszyscy chcieli przyjąć błogosławieństwo Matki Bożej. Tak więc kładłem na nich ręce i przekazywałem je modląc się nad nimi.

Dużo by jeszcze opowiadać... Ponieważ byłem dosyć znany w środowisku młodzieżowym w Bydgoszczy, zaczęto mnie zapraszać na różne rekolekcje. Głosiłem Słowo, mówiłem o Medjugorie, o Maryi. Bardzo dużo osób się nawracało, do tego stopnia, że zaczęliśmy organizować pielgrzymki do Medjugorie - tylko dla młodzieży. Utworzyliśmy grupy medjugorskie Matki Bożej, gdzie młodzież modliła się trzema częściami różańca dziennie i pościła o chlebie i wodzie w środy i piątki. Działy się wielkie rzeczy, znaki i cuda nawróceń wręcz zdumiewających!

Kilka miesięcy później, będąc w Dębkach niedaleko Żarnowca, ćwicząc intensywnie na treningu karate, zacząłem odczuwać, że wykonując  techniki karate, przenika mnie złowrogi niepokój, nie wiadomo skąd. Trening, który kiedyś przynosił mi ogromną radość, teraz nie wiedzieć czemu stał się odczuwaniem  niewytłumaczalnego lęku i niepokoju. Straciłem cały pokój serca i radość, który miałem dzięki modlitwie. Nie mogłem sobie z tym poradzić. Wiedziałem, że niedaleko mieścił się klasztor benedyktynek i pewnego dnia poszedłem tam. Na furcie powiedziałem, ze chciałbym porozmawiać z jakąś mądrą siostrą. Po chwili wyszła do mnie jedna z sióstr, która tak na mnie popatrzyła, uśmiechnęła się i powiedziała: "Czekałam na ciebie." Usiedliśmy sobie w pokoju i zaczęliśmy rozmawiać tak, jakbyśmy się znali od zawsze. Na końcu powiedziała mi: "Słuchaj, Matka Boża ma dla ciebie wspaniały plan, ale tym, co cię od Niej odgradza jest sztuka walki, którą trenujesz. Wybór należy do ciebie."

Byłem zdumiony… Myślałem, że będę przyprowadzał do Matki Bożej chłopaków, którzy sami od siebie nigdy do kościoła nie przyjdą i to będzie taka fajna forma ewangelizacji, by poprzez sztuki walki doprowadzić ich do chrześcijaństwa. Ale ona kręciła tylko głową i mówiła:

"Nie, to są dwa różne źródła mocy, nie można tego łączyć. Nie można być jednocześnie chrześcijaninem i buddystą. Nie można trenować kogoś w bardzo brutalnych technikach walki, a jednocześnie otwierać się na Moc Ducha Świętego, który jest Pokojem, Czułością, Łagodnością całkowicie pozbawioną agresji…".


Tak więc z ciężkim sercem, ale za wielką łaską Bożą podjąłem decyzję, że rezygnuję ze sztuk walki. Przyjechałem do Bydgoszczy, zrobiłem walne zebranie związku i złożyłem rezygnację ze stanowiska dyrektora technicznego ds. karate. Nie wiedziałem, co będzie dalej, ale moja decyzja była nieodwołalna.

Od tamtego czasu minęło przeszło 15 lat. Nadal przyjaźnię się z wieloma znajomymi z tamtego środowiska sztuk walk. Cały czas trzymamy się razem. Moi najbliżsi przyjaciele, z którymi trenowałem przez wiele lat, są dzisiaj ewangelizatorami w Bydgoszczy; jeden w środowisku biznesmenów, drugi już nie trenuje sztuk walki – zrezygnował z nich  na rzecz sportów walki. Ma bardzo mocną sieć klubów taekwondo w Bydgoszczy i tam również  propaguje drogę życia chrześcijańskiego wśród młodzieży.

Kończąc moje opowiadanie, Matka Boża coraz głośniej wołała mnie, abym się Jej oddał. To było z miesiąca na miesiąc coraz mocniejsze, coraz silniejsze, ale tak jak zawsze, było to: "Jeśli chcesz. Nie musisz, tylko jeśli chcesz." Bardzo delikatnie, cichutko, aby nie przestraszyć, aby nie naruszyć wolnej woli, pytała:

"Czy chcesz być mój na zawsze, tylko dla mnie? Jeśli tego nie chcesz, będę cię kochać, będę cię błogosławić, dam ci szczęśliwą rodzinę. Ale jeśli chcesz zostać moim ukochanym kapłanem, to będziesz najbardziej szczęśliwy."

No i tak się stało. Rok później wstąpiłem do zgromadzenia salezjańskiego...

I tak, w wielkim skrócie, opowiedziałem Wam historię swojego powołania. Po wielu latach prowadzenia przez Maryję w życiu zakonnym, doświadczałem wielkich walk z szatanem, ale na Niej nigdy się nie zawiodłem. Ona zawsze była, jest i będzie przy mnie i przyjdzie po mnie w chwili śmierci, aby mnie przyprowadzić do Ojca Niebieskiego, tak jak to czyni każdego dnia już tu na ziemi - na modlitwie. Jej moc nad szatanem jest druzgocząca, Ona ma całą moc Boga, aby zmiażdżyć szatana. Tak bardzo to widzę w posłudze uwalniania i egzorcyzmach. W posłudze uzdrawiania widzę, że najpiękniejsze uzdrowienia dzieją się wtedy, gdy Ona prosi o nie Jezusa i Jezus dokonuje ich składając nas w Jej ramionach. A jednocześnie widzę jak szatan przeraźliwie Jej się boi i zrobi wszystko, żeby wyeliminować Ją z życia i z serca każdego dziecka Bożego. Widzę, że - tak jak w życiu ziemskim - relacje w rodzinie są wtedy najpiękniejsze, gdy dziecko ma kochającą mamę i tatę... tak w życiu duchowym dziecko najpiękniej się rozwija, gdy ma kochającego Ojca Niebieskiego i Najwspanialszą Mamę Maryję! Wtedy jest najbezpieczniejsze :)


Ks. Dominik Chmielewski


PS. Oto krótki filmik z czasów mojego trenowania karate:


http://www.youtube.com/watch?v=fCP7jF0Vbe0



Informacje od Redakcji:


- więcej informacji o ks. Dominiku Chmielewskim na stronie TVP.info:

http://tvp.info/informacje/ludzie/hasta-la-vista-grzesznicy/4829721


- książka: ks. Dominik Chmielewski, "Jego miłość Cię uleczy. Chrześcijanin w czasach ostatecznych", Wyd. Magdalenium, Bełżyce

2017.

Poprzedni tydzień

 

==========





Szukacie Jezusa Chrystusa?

Nie ma Go tu! Zmartwychwstał!







Poprzedni tydzień


==========


Jak cierpiał Jezus!!

„Żydzi uważali Mnie za największego złoczyńcę i znęcali się nade Mną w następujący sposób:

1. Powiązali liną nogi i ciągnęli Mnie po kamiennych schodach do lochu. Wrzucili Mnie do cuchnącej ciemnicy pełnej nieczystości.
2. Zdarli ze Mnie szaty i kłuli Mnie żelaznymi szpikulcami.
3. Związanego sznurami ciągnęli po ziemi, rzucając od ściany do ściany.
4. Zawiesili Mnie na belce, a luźnym węźle, który się rozwiązał i spadłem na ziemię. Tą torturą rozbity płakałem krwawymi łzami.
5. Przywiązali Mnie do słupa i ranili Moje Ciało na różne sposoby. Rzucali we Mnie kamienie i przypalali rozżarzonymi węglami i pochodniami.
6. Przebijali mnie szydłami, szpikulcami, włóczniami, rozrywali mi skórę i ciało.
7. Przywiązanemu do słupa podsuwali pod bose nogi kawałki rozżarzonego żelaza.
8. Na głowę wgnietli Mi żelazną obręcz i oczy zawiązali Mi brudną szmatą.
9. Posadzili Mnie na siedzenie pokryte gwoździami, które wyryły na Moim Ciele głębokie dziury.
10. Na Moje Ciało wyleli rozpalony ołów i żywicę, potem gnietli Mnie na stołku pełnym gwoździ, które coraz głębiej wbijały się w Moje Ciało.
11. Na Moje poniżenie i udrękę, na miejsce wyrwanej brody powtykali druty.
12. Rzucili Mnie na belkę i przywiązali Mnie do niej tak ciasno, że zupełnie nie mogłem oddychać.
13. Gdy tak leżałem na ziemi, deptali po Mnie, a jeden z nich stawiając nogę na Mojej piersi, przebił Mi cierniem język.
14. Do ust wlali mi najohydniejsze wydzieliny i obsypali najohydniejszymi zniewagami.
15. Związawszy Mi na plecach ręce, rózgami wypędzili Mnie z więzienia.

Te moje ukryte cierpienia ofiaruj Ojcu Niebieskiemu za grzechy ukryte, które bardzo ranią Serce Moje, szczególnie, gdy dusze ukrywają je przy spowiedzi.
Córko moja, pragnę, abyś te Moje 15 ukrytych Tortur dała wszystkim poznać, aby każdą z nich uczczono.
Każdy, kto codziennie jedną t tych tortur z miłością ofiaruje i gorliwie odmówi następującą modlitwę, otrzyma nagrodę w dzień Sądu.”

Poprzedni tydzień
==========


Jeszcze możesz!!



Jeszcze możesz podjąć post od gniewu  niechęci!
Jeszcze możesz podjąć post od osadzania innych!
Jeszcze możesz podjąć post od narzekania!
Jeszcze możesz podjąć post od uczucia żali i pretensji!
Jeszcze możesz podjąć post od pychy i zazdrości!



Poprzedni tydzień
==========

Tatuaż? Przeczytaj zanim zrobisz!!

Ciało

Wiemy, że nasze ciało nie jest naszą absolutną własnością, lecz stanowi świątynię Ducha Świętego (1 Kor 6, 19-20). Biblia wyraźnie ukazuje, że jest ono owocem pracy rąk samego Boga i nie może być ono deformowane. W przeciwieństwie do narodów pogańskich, starożytni Izraelczycy przestrzegali tej prawdy. Dziś możemy spotkać osoby, które w takim stopniu zmodyfikowały swoje ciało, że wyglądem zbliżają się do świata zwierzęcego lub nawet pozaziemskiego. Musimy zadać sobie pytanie, w jakim stopniu możemy ingerować w ciało, tak by nie zniekształcić piękna ludzkiej formy danej nam przez samego Boga.


Motywacja -

Po co robisz tatuaż? Jeśli jest on tylko wyrazem buntu wobec rodziców, to może warto to przemyśleć (Ef 6, 1-3). Artysta może widzieć w nim narzędzie samoekspresji. Dla osoby wierzącej nadrzędnym celem jest chwała Boża, nie samoekspresja (1 Kor 10, 1). Oznacza to, że uwagę i zainteresowanie kierujemy na Niego, nie na nas. Zrobienie sobie tatuażu z intencją świadczenia o Bogu wydaje się szczytnym celem, pamiętać jednak trzeba, że nie jest to podstawowy i najbardziej efektywny sposób ewangelizowania. Nie zwalnia to nas ze świadczenia o Nim naszym codziennym życiem. Nasze zbawienie nie zależy od tego, czy mamy wytatuowany na ramieniu fragment z Biblii, ale czy według tych słów żyjemy.


Przyzwoitość -

Na co chcesz zwrócić uwagę, robiąc tatuaż? Na Boga czy na siebie? Tatuaż wyróżnia część ciała, na której się znajduje. Wątpliwe, by wytatuowane ma pośladkach religijne motywy miały faktycznie zadanie ewangelizacyjne. Uwzględniając przyzwoitość, tatuaż może być mniejszy, stosowniej umiejscowiony, w mniejszej ilości.


Przydatność-

Czy pracodawca zatrudni osobę z tatuażem? Wiele firm nie życzy sobie, by tatuaże pracowników były widoczne. Mogą domagać się, by miejsca te były zakrywane, uważając, że nie wpływają one pozytywnie na wizerunek firmy. Czy zatem podejmując decyzję o zrobieniu wyraźnego tatuażu, nie ryzykujesz ewentualnych trudności ze znalezieniem dobrej pracy?


Przekaz-

Co chcesz zakomunikować światu? Tatuaż ma dużą siłę oddziaływania. Jest mocnym kanałem przekazu, mówiącym, co jest ważne dla jego właściciela. Tatuaż jest niezmywalny, często towarzyszy do końca życia. Jak długo jesteś w stanie utożsamiać się z treściami umieszczonymi na swojej skórze? Coraz częściej mówi się o syndromie "tattoo regret" (żałowanie decyzji o zrobieniu tatuażu). Jest bardzo prawdopodobne, że w przyszłości przestaniesz tak silnie utożsamiać się ze swoim tatuażem, ostatecznie żałując decyzji o jego zrobieniu. Warto o tym pamiętać już teraz.

Pieniądze -

Czy zrobienie tatuażu to rozsądny wydatek? Nie ma jednej ceny za tatuaż. Każdy wzór ma swoją indywidualną cenę, uzależnioną od wielkości i stopnia skomplikowania. Cena za sesję to 600-1200 zł, w zależności od wybranego tatuatora i czasu jej trwania, który może wynosić 4, 6 lub 8 godzin. Pamiętajmy również, że usunięcie niechcianego wzoru to wydatek często większy niż jego naniesienie. Chrześcijanin musi pamiętać o odpowiedzialności przed Bogiem za to, w jaki sposób gospodaruje pieniędzmi.


Zdrowie -

Z tatuowaniem skóry związane jest realne zagrożenie zdrowia. Jedna z amerykańskich klinik ostrzega, by nie bagatelizować tego ryzyka. Zachęca swoich pacjentów by decyzji o zrobieniu tatuażu nie podejmowali zbyt pochopnie. Informuje, że proces nanoszenia tatuażu może skutkować poważnymi alergiami oraz różnymi zakażeniami, w tym żółtaczką typu B i C. Pamiętać trzeba, że podczas tatuowania przebija się skórę, przez co stwarza się możliwość kontaktu naszej krwi z różnymi bakterii. Salony tatuażu nie są sterylnymi gabinetami zabiegowymi, trzeba o tym pamiętać, decydując się na ich odwiedzenie.


Rozważ te pytania. Nie podejmuj decyzji w pośpiechu i pod wpływem emocji. Znajdź czas, by porozmawiać o tym z zaufaną osobą.

( deon. pl )




Poprzedni tydzień
==========


Jezus zaprasza do spowiedzi wielkanocnej!





Internetowa droga krzyżowa Szkolnej Armii Różańcowej

Jeśli nie chodzisz na drogę krzyżową do kościoła, to odmów to krótkie rozważanie przy komputerze. Możesz też powtórzyć tą drogę kilka razy w czasie Wielkiego Postu. /Proponujemy postawę klęczącą lub stojącą/.

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Stacja I - Pan Jezus skazany na śmierć

Szkolny korytarz, przerwa i hałas taki, że nikt nie zwraca uwagi na słowa...„Wynoś się”.....”Głupi jesteś”....”Nie istniejesz dla mnie”.........

Panie Jezu niewinnie oskarżony i osądzony, bądź przy tej osobie, na którą spadają tak ciężkie, egoistyczne słowa. Proszę o pomoc Maryi.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławiona Ty .....

Stacja II – Pan Jezus bierze krzyż

Ranek, pada deszcz. Tak bardzo chce mi się spać. Muszę jednak podjąć trud, trzeba wstać, założyć na plecy tornister i pójść na klasówkę, dyktando, zrobić mostek na wychowaniu fizycznym.

Maryjo, pomóż mi w wypełnianiu szkolnych obowiązków.
Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławiona Ty .....

Stacja III – Pan Jezus pierwszy raz upada

Obiecałem mamie, że będę trzymał porządek w domu. Znowu nie wiem gdzie podziała się moja czapka, rękawiczki. Niby to nie wielki problem, ale przez to często spóźniam się do szkoły. Panie Jezu- upadam. Pomóż poprawić moje złe nawyki.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławiona Ty .....

Stacja IV – Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Moja mojego kolegi była dzisiaj wezwana do szkoły. Jej syn został złośliwie popchnięty, uderzył głową o róg ławki, polała się krew. Jak ta matka musiała cierpieć, bo ktoś się brutalnie zachował.

Ty Maryjo, też w takich wypadkach zawsze bardzo cierpisz. Prosimy Cię o pomoc.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławiona Ty .....

Stacja V – Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Zbliżała się klasówka z matematyki. Mój kolega dobry w sporcie, ale z matematyki ciągle miał zaległości. Postanowiłem postąpić trochę jak Szymon z Cyreny. Powiedziałem: ”Przyjdę do ciebie, pomogę ci”.  Za kilka dni przyszła radość. Kolega pozytywnie napisał sprawdzian.

Jezu, pomagaj mi, bym stale był gotowy do pomocy innym.
Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja VI – Święta Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

Siostra mojego kolegi już pracuje po studiach Powiedziała mi, że w najbliższą sobotę idzie do szpitala oddać krew dla chorego sąsiada. Porównałem ją do Weroniki, pomaga potrzebującym.

Panie Jezu, daj mi serce wrażliwe na potrzeby innych.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja VII – Pan Jezus drugi raz upada

Ustalenia w domy były jednoznaczne, najpierw odrabianie lekcji, a potem w miarę wolnego czasu- komputerowa gra. Coś mnie podkusiło i zrobiłem akurat odwrotnie. Upadłem. Jezu proszę o mocne postanowienia i ich wypełnianie.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja VIII –Pan Jezus poucza płaczące niewiasty

Dzisiaj w szkole była policja. Jeden z uczniów podejrzewany jest o dopalacze. Matka jego już wiele razy była wzywana w jego sprawach i nic nie pomaga, a  wystarczy tylko wezwać mocno pomocy Jezusa i Maryi.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja IX – Pan Jezus po raz trzeci upada

Kolega z koleżanką częstowali mnie papierosem. Odmówiłem. Przecież obiecałem Panu Jezusowi przy Pierwszej Komunii Świętej pewne wyrzeczenia. Maryjo módl się za nami, bo wpadać w grzechy jest bardzo łatwo.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja X – Pan Jezus z szat obnażony

W Internecie są strony, które nie powinno się oglądać, bo to prowadzi do brzydoty duchowej, z której trudno się potem wyzwolić. Maryjo, bądź przy mnie, gdy włączam komórkę lub komputer i prowadź mnie po tym medialnym świecie.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja XI – Pan Jezus do krzyża przybity

Młody chłopak nurkował w miejscu niedozwolonym i doznał pęknięcia kręgosłupa. Został kaleką na całe życie. Początkowo buntował się przeciw Bogu, ale potem zgodził się z wolą Bożą, cierpiał z Chrystusem.

Panie Jezu, ucz mnie pokory, zwłaszcza podczas cierpienia i trudności.
Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja XII – Pan Jezus na krzyżu umiera

Gdy wsiadamy do samochodu i wyruszamy w podróż wszyscy liczą, że dojadą do celu. Jednak nie zawsze tak jest. Pijany kierowca zasiada za kierownicą i na drodze na zakręcie uderza w drugi samochód, w którym są dzieci, które giną. Jezu,  umierając na krzyżu, pamiętaj o dzieciach, które giną niespodziewanie.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja XIII – Pan Jezus zdjęty z krzyża

W tej stacji szczególnie z  miłością patrzę na Maryję. Była z Jezusem od początku do końca. Przez odmawianie różańca łączę się z Matką Jezusa. Będąc przy niej,  pomagam Jej zdejmować ciało Jezusa z krzyża i wyjmować kolce z korony cierniowej wbite w Jego głowę. Maryjo módl się, abym wyzbył się wszelkiej pychy.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....

Stacja XIV – Pan Jezus do grobu złożony

Jak ktoś umrze, ludzie zazwyczaj przynoszą kwiaty. Moi rodzice robią inaczej. Zazwyczaj sami lub ze znajomymi zamawiają Mszę Świętą. W ten sposób pomagają danej duszy stojącej na pograniczu tego świata i świata duchowego. Pocieszają Maryję, gdy widzi, że są ludzie, którzy troszczą się o zbawienie zmarłych składanych do grobu.

Zdrowaś Maryjo łaski pełna Pan z Tobą, błogosławionaś Ty .....